dom pod księżą górą

Czy wiecie, że kiedyś takich polanek było tu o wiele więcej, a niezalesiony szczyt nazywano nawet "Łysą Górą" lub "Gołą Górą"? Ciecień - szczyt w Beskidzie Wyspowym Pod względem swojej wysokości Ciecień ustępuje wprawdzie swoim bliższym i dalszym sąsiadom (Lubomir i Lubogoszcz przekraczają 900 m, a Śnieżnica i Ćwilin to Dom Gościnny Pod Górą, חלמנו – הזמינו עם התחייבות למחיר הטוב ביותר! 89 חוות דעת ו 32 תמונות ממתינות לכם ב-Booking.com. Majutusasutuses Dom Pod Rybią Skałą kehtib sulle Genius-soodustus. Säästmiseks pead vaid sisse logima. Aia, tasuta WiFi-ühenduse, toateeninduse ja ööpäevaringselt avatud vastuvõtuga Dom Pod Rybią Skałą asub Jelenia Góras, Lääne linnast 18 km kaugusel. Apartemendil on tasuta eraparkla. Piirkonnas saab suusatada ja rattaga sõita. El Domki i pokoje Daglezja pod Górą Żar se encuentra a 36 km del centro deportivo y de ocio Oświęcim y a 43 km del parque de atracciones Energylandia. El aeropuerto más cercano es El aeropuerto internacional Juan Pablo II de Cracovia-Balice está a 78 km. El establecimiento ofrece servicio de enlace con el aeropuerto por un suplemento. Góralski dom pod Babią Górą, Zawoja – Broneerige! Parim hind garanteeritud. 23 fotot ootavad teid Booking.com-is. nonton fall in love at first kiss. Co znajdziesz w tym wpisie? Opis szlaku z Wiśniowej na szczyt Ciecień w Beskidzie Wyspowym?Mapa trasy turystycznej na Ciecień z WiśniowejStrome wejście na szczytGóra Ciecień 829 m – szczytOpis szlaku na Ciecień ze Szczyrzyca, Diabli Kamień i do Pustelni Świętego BenedyktaMapa trasy turystycznej na Ciecień ze SzczyrzycaCiecień 829 m – szlak ze Szczyrzyca Jak wygląda szlak na Ciecień ze Szczyrzyca?Ciecień 829 m – szczytKsięża Góra 649 m Świętego BenedyktaDiabli Kamień w SzczyrzycuWioska Indiańska w Szczyrzycu Jest trzeci stycznia. Po minionych dwóch dniach spędzonych w Beskidzie Wyspowym nie mam na razie zamiaru zmieniać pasma górskiego i kontynuuje zwiedzanie tych mniej popularnych wzniesień. Za cel obieram sobie miejscowość Wiśniową i znajdujący się nad nią olbrzymi Ciecień mierzący 829 m Opis szlaku z Wiśniowej na szczyt Ciecień w Beskidzie Wyspowym? Dojeżdżam do całkiem sporej miejscowości Wiśniowa, leżącej pomiędzy górami Ciecień i Lubomir w Beskidzie Wyspowym. W niej ciekawymi obiektami do zobaczenia są: drewniany kościół św. Marcina z 1730 roku. Posiada on wyposażenie wnętrza z XVII i XVIII wieku. Są także synagoga i dwa cmentarze z I wojny światowej. Przy szlaku zielonym znajduje się wiele darmowych parkingów. Jednym z nich jest plac mieszczący do 30 samochodów. Widać go na poniższym zdjęciu. Mapa trasy turystycznej na Ciecień z Wiśniowej Ruszam od samochodu prosto pod górę za szlakiem zielonym. Prowadzi mnie droga asfaltowa przez dobrych kilka minut. Z lewej strony jest szkoła, stacja benzynowa i wiele domów znajdujących się zaraz przy szosie. Jest piękna pogoda, słońce oświetla mi drogę, a im wyżej wychodzę, tym pokazują mi się coraz piękniejsze widoki. Wyjście na Ciecień jest moją drugą wizytą w tym miejscu. Ostatni raz byłem tam w 2014 roku. Beton się wreszcie kończy i skręcam w prawo na drogę dojazdową pod ostatnie domy. Za mną odsłania się pasmo Lubomira i Łysiny, a także masyw Kamiennika. Strome wejście na szczyt Przechodzę przez łąkę i żegnam ostatnie widoki na swojej trasie. Od razu rzuca się w oczy oznakowanie szlaku. Dawno nie widziałem tak gęsto namalowanych znaków. W jednym momencie można było zobaczyć aż sześć naraz, wliczając te z rozpoczynającego się lasu, a także te z drzew na polu. Po wejściu do lasu zaczyna się strome podejście, które trwa już do samego końca. Śniegu nigdzie nie widać, droga jest sucha z zalegającymi liśćmi. W plecaku mam niezawodne raczki, które przydały się podczas dwóch ostatnich dni. Dziś jednak nie będą potrzebne. Wspinam się pod górę i widzę, że pogoda zmienia się na gorszą. Zaczyna wiać, a między drzewami widać, że wspaniałe dotąd widoki zasłaniane są przez gęste chmury. Góra Ciecień 829 m – szczyt Cały czas maszerując między drzewami, docieram na Ciecień – szczyt zalesiony bez żadnych cudów. Pięknie dopiero jest nieco niżej na polanie Wielkie Pole zwanej także polanką paralotniarzy. Tam jest ławeczka i dalekie widoki na Beskid Wyspowy, które ja mogę sobie tylko wyobrazić. Przy znaku oznaczającym szczyt jest złamane drzewo, które prawdopodobnie zniszczyło daszek tabliczki. Kiedy schodziłem na dół, zaczął padać śnieg. Wszystko zrobiło się szare i ponure. Dodatkowo doszedł mocny wiatr i zrobiło się zimno. Zejście z góry trwało krótko, bo przy takim nachyleniu nie pozostanie nic innego jak tylko zbiegnięcie. Gdy opuściłem las, spojrzałem przed siebie z nadzieją, że pokażą mi się jeszcze Lubomir i Łysina, jednak musiałem obejść się smakiem. Do samochodu dotarłem po drodze asfaltowej po godzinie 14. Opis szlaku na Ciecień ze Szczyrzyca, Diabli Kamień i do Pustelni Świętego Benedykta 2014 | Jeżeli czytaliście ostatni wpis na naszym blogu, to wiecie, że po trzech dniach wróciliśmy z Bieszczadów i już dzień później wybraliśmy się w Beskid Wyspowy. Najważniejsze szczyty pasma już zdobyliśmy i teraz odwiedzamy te, na których nie byliśmy. Oglądamy wieczorem TV i patrzymy na mapę – normalnie nie ma gdzie jechać. Tu byliśmy, tam byliśmy – został Szczebel (977 m), Ciecień (829 m) i kilka tych mniejszych. Zostawiamy Szczebel (977 m), bo trochę daleko jechać i decydujemy się na Ciecień (829 m). Mapa trasy turystycznej na Ciecień ze Szczyrzyca Ciecień 829 m – szlak ze Szczyrzyca Startujemy z miejscowości Szczyrzyc, do której docieramy po godzinnej jeździe samochodem. Zostawiamy auto obok szlakowskazu. Na początku rzuca nam się w oczy duża ilość darmowych parkingów. Planujemy zrobić trasę – najpierw zielonym na Ciecień (829 m), potem niebieskim na Księżą Górę (649 m) i powrót szlakiem czarnym przez Diabli Kamień i wioskę indiańską. Jak wygląda szlak na Ciecień ze Szczyrzyca? Zaczynamy – uchodzimy kawałek i skręcamy w lewo na most. Od samego rana jest mgliście, widoków pewnie nie będzie żadnych. Wędrujemy przez 2 kilometry po drodze betonowej, mijając kolejne domy. Wreszcie opuszczamy cywilizację i kierujemy się w stronę lasu. Szlak od razu robi się stromy. Wyżej już widać przebijające się słońce. Wydawać by się mogło, że jest brzydki dzień, jednak wystarczy wyjść kilkaset metrów wyżej i już przenosimy się w inny wymiar. Ścieżka biegnie bez ustanku pośród drzew. Docieramy do szlaku niebieskiego i wędrujemy razem z nim na szczyt. Jeszcze chwilę podejścia i ostatnie metry już po prostym. Ciecień 829 m – szczyt Jesteśmy na Ciecieniu (829 m) i niestety nie mamy żadnych widoków – jest on całkowicie zalesiony. Nieco niżej na niebieskim szlaku, przy Gółej Górze znajduje się mała polanka, z której możemy coś zobaczyć. Przez ścieżki świerkowego lasu wędrował kiedyś Władysław Łokietek, polując na dziką zwierzynę, a w czasie II wojny światowej na Ciecieniu kwaterowali partyzanci 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK (pseudonim „Limanowa”). Księża Góra 649 m Posiedzieliśmy sporo czasu na szczycie i ruszyliśmy dalej – niebieskim szlakiem na Księżą Górę (649 m). Trasa wiodła cały czas w dół, po liściach w jesiennych kolorach. Pod Księżą Górą (649 m) stoi tablica informacyjna, której na popularniejszym Ciecieniu (829 m) nie ma. Zaczynamy wspinać się na szczyt. Jeszcze do września 2013 roku czynna była wieża widokowa, z której rozciągały się widoki na cały horyzont, ale podrastające drzewa oraz dwa wierzchołki pobliskiego i wyższego Ciecienia (829 m) przesłaniały część widoków. Szczególnie dobrze widoczne z wieży było Pasmo Lubomira i Łysiny. W tym roku jednak ją rozebrano i pozostały tam tylko kapliczka i krzyż. Schodzimy ze szczytu i kierujemy się na Przełęcz pod Grodziskiem. Widzimy w dole Szczyrzyc spowity mgłą, aż w końcu sami w nią wchodzimy. Pustelnia Świętego Benedykta Po dojściu na przełęcz skręcamy w prawo na szlak czarny, wiodący w kierunku kolejnych atrakcji – Diablego Kamienia i Pustelni Świętego Benedykta. Benedykt mieszkał w niewielkiej pustelni o rozmiarze około 2 m x 2,5 m, spał w otwartej trumnie, hodował pszczoły, kozy i codziennie do klasztoru w Szczyrzycu chodził na mszę i obiad. Obok jego pustelni stała niewielka kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej i szopka dla kóz. Pod lasem znajduje się jeszcze kaplica świętego Benedykta. Pustelnik chętnie rozmawiał z turystami wypytującymi o szczegóły jego życia. Był to pobożny i życzliwy ludziom człowiek. Po jego śmierci w 1992 jeszcze przez jakiś czas, ale tylko okresowo mieszkał w pustelni do 1997 inny zakonnik ze Szczyrzyca. Diabli Kamień w Szczyrzycu Największą atrakcją jest jednak znajdujący się obok pustelni Diabli Kamień. Z kamieniem związana jest legenda, według której diabeł nie mogąc ścierpieć istniejącego w Szczyrzycu klasztoru nawracającego ludzi od grzechu, porwał wielki kamień, by go zrzucić na klasztor. Było to w 1234 r. jednak modlitwy zakonników i dźwięk bijących na Anioł Pański dzwonów klasztoru sprawiły, że diabeł stracił moc. Nie mogąc unieść kamienia, upuścił go w lesie, 3 kilometry przed klasztorem. Na ścianach kamienia można podobno dostrzec 5 wgłębień od palców diabła. Asumptem do powstania legendy były zapewne także fragmenty meteorytu do dziś przechowywane w klasztorze. Wioska Indiańska w Szczyrzycu Kolejnym ciekawym do zobaczenia miejscem jest wioska indiańska. W znajdziemy naturalnej wielkości, malowane, w pełni wyposażone tipi, ogromny namiot zwany tio-tipi, zdolny pomieścić nawet 50 osób, szałas pary (indiańską saunę), warlodge – specjalny namiot wojenny, a także wystawę rękodzieła Indian mieszkających na preriach – wierne repliki strojów indiańskich sprzed 200 lat, wykonane z tysięcy koralików: koszule wojenne, tomahawki, torby z surowej skóry… i wiele, wiele innych rzeczy. Po atrakcjach na trasie dotarliśmy z powrotem do Szczyrzyca. Słońce starało się przebić przez gęstą mgłę, jednak do końca krótkiego dnia nic się nie zmieniło, dopiero w okolicach Limanowej pojawiły się przejaśnienia. Na położony w Beskidzie Wyspowym Ciecień wchodziłem już nieco ponad półtora roku temu. Dziś wracam na ten szczyt, by zdobyć go w warunkach zimowych oraz korzystając z innych szlaków. Przy okazji, odwiedzam również położoną kawałek dalej Księżą Górę. Jako, że wyższe góry są od jakiegoś czasu dość nieprzyjazne (silny wiatr, odwilż, spore zagrożenie lawinowe), w ten weekend postanowiłem zwrócić się ku Beskidom. W głowie miałem kilka różnych celów, lecz ostatecznie padło na niezbyt wysoki Ciecień. To w jego okolicy pogoda wydawała się najpewniejsza, a poza tym, i tak miałem ochotę wrócić tam jeszcze tej zimy. Ciecień i Księża Góra zimą – podstawowe informacje Szczyty leżą dość blisko siebie, w jednym paśmie na północnym krańcu Beskidu Wyspowego. Ciecień wznosi się na wysokość 829 metrów, Księża Góra ma metrów 649. Oba są dość łatwe i regularnie odwiedzane przez turystów. Chcąc zdobyć je podczas jednej wycieczki, warto zarezerwować sobie około 4 godziny. Wchodząc na Ciecień, ma się do dyspozycji naprawdę sporo opcji. Trasy na szczyt wytyczono ze wszystkich kierunków, co pozwala wyróżniać aż 6 podstawowych szlaków: żółty ze Szczyrzyca (przez okolice Księżej Góry),czerwony i żółty (inny wariant żółtego) ze Szczyrzyca,zielony ze Szczyrzyca,czerwony ze Skrzydlnej,zielony od Wiśniowej,niebieski od Wierzbanowskiej Przełęczy. Niebieskim można też dostać się na Ciecień od północy, startując z położonej nieco dalej miejscowości Czasław, albo dołączając do tego szlaku którymś z krótkich, oznaczonych na czarno podejść. Księża Góra nie daje turyście aż tylu opcji. Sam wierzchołek nie leży zresztą na szlaku, lecz jakieś 200 metrów od niego. Dojście tam jest jednak dość intuicyjne, a skręt znajduje się kawałek na północ od skrzyżowania szlaków niebieskiego i żółtego. Zimą, najpewniejszą opcją będą prawdopodobnie szlaki od Szczyrzyca. To nimi porusza się najwięcej turystów, więc powinny być najszybciej przecierane. Choć z drugiej strony, są to też trasy miejscami strome, więc w niektórych dniach może być warto „uzbroić” buty w raczki lub inny sprzęt ułatwiający poruszanie się po śliskiej nawierzchni. W kwestii dojazdu, najwygodniej będzie pewnie z własnym samochodem. Przy początku szlaków w Szczyrzycu jest dość pojemny, darmowy parking, w innych miejscowościach też pewnie się coś znajdzie. Z komunikacją publiczną jest niestety nieco gorzej. Z Krakowa do Szczyrzyca jeździ coś co parę godzin, pozostałe wsie wymagać będą przesiadek lub wręcz dojścia piechotą z innych lokalizacji (sam tak szedłem podczas opisywanej tu wycieczki). Wejście na Ciecień w zimie – relacja z wycieczki Dojazd Kraków – Szczyrzyc i dojście do Skrzydlnej Ruszając w sobotę z Krakowa, praktycznie nie mam innej opcji niż dojazd do Szczyrzyca. Zależy mi jednak na wyjściu innymi szlakami niż ostatnio, więc do punktu startowego postanawiam dojść na piechotę. To tylko parę kilometrów więcej, dużej różnicy nie robi. Wstaję około 4:30, jem śniadanie, pakuję plecak i ruszam na przystanek. Do busa wsiadam około 6:00. Wcześnie, ale kolejny kurs jest dopiero parę godzin później, a dodatkowo, ten wcześniejszy lepiej składa się z rozkładem powrotnym. W centrum Szczyrzyca jestem jakąś godzinę później. Wysiadam i praktycznie od razu ruszam na południe, gdzie właśnie rozgrywa się bardzo ładny wschód słońca. Szczyrzyc oraz wschód słońca oglądany podczas marszu w kierunku Skrzydlnej. Skrzydlna jest oddalona od Szczyrzyca o jakieś 4 kilometry, które pokonuję częściowo chodnikiem, częściowo poboczem głównej drogi łączącej obie miejscowości. Nie jest to jakiś szczególnie ciekawy odcinek, choć daje mi też parę okazji, by obejrzeć masyw Cietnia, który mam zamiar wkrótce nieco lepiej poznać. Ciecień oglądany z drogi pomiędzy Szczyrzycem a Skrzydlną. W pewnym momencie, przy drodze pojawiają się oznaczenia czerwonego szlaku. Stąd mógłbym już ruszyć w stronę masywu, jednak postanawiam zajrzeć jeszcze do centrum i sprawdzić, czy nie ma tam przypadkiem czegoś wartego uwagi. Na zakręcie odbijam w lewo i podchodzę kilka minut w górę drogi. W końcu docieram w okolice zabytkowego, drewnianego kościoła. Są tu też parkingi, tablice informacyjne i szlakowe drogowskazy. Ok, to musi być centrum. Skrzydlna, początek czerwonego szlaku na Ciecień. Ciecień zimą – czerwony szlak od Skrzydlnej Generalne, śniegu nie ma tu dziś za wiele. Ostatnio trochę popadało, ale potem przyszedł wiatr, wysokie temperatury i po kilku dniach zostały już tylko reszki. To na terenach miejskich, bo w górach białego zostało jednak nieco więcej (a przynajmniej na niektórych zboczach). Pod drogowskazem zawracam i schodzę do pobliskiego skrzyżowania – tam, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem biało-czerwone symbole szlaku. Skręcam w lewo i trzymając się głównej drogi idę jeszcze kilkanaście minut. Poruszam się tu poboczem, choć na szczęście, ruch o poranku nie jest jeszcze zbyt duży. Asfaltowy, niezbyt ciekawy odcinek czerwonego szlaku. W pewnej chwili dochodzę do mostu nad rzeką Stradomką. Kilkadziesiąt metrów za nim szlak skręca w prawo i zaczyna wspinać w górę jakiejś bocznej drogi. Mijam parę domków, potem gęstość zabudowy wyraźnie rzednie. Tu szlak w końcu robi się ładniejszy. Rzeka Stradomka. Boczna droga w Skrzydlnej oraz podejście do Cietnia od strony południowej. Przed sobą widzę już zalesione zbocza góry, do której zbliżam się niezbyt szeroką, asfaltową drogą. Dziś jest ona dodatkowo bardzo śliska. Choć na zdjęciach warunki nie wyglądają na typowo zimowe, tego dnia są dość ciężkie. Przez większość czasu będę się poruszał albo po terenie oblodzonym, albo w mokrym i przepadającym śniegu. Zdecydowanie wolałbym świeży opad i cały czas ujemne temperatury. Gdy kończy się szosa, czerwony szlak kieruje mnie do lasu. Przez kilka minut idę nieszczególnie stromą drogą gruntową, potem wychodzę na ładną polanę z ciekawym widokiem na zachód. Czerwony szlak chwilę po wejściu do lasu. Polana położona kilkaset metrów dalej. Za polaną znów wchodzę między drzewa i przez moment poruszam się ścieżką niemal zupełnie pozbawioną śniegu. Kawałek dalej docieram do skrzyżowania z jakąś szerszą, leśną drogą. Tam idę prosto, trafiając na podejście trochę bardziej strome i na szczęście już trochę przykryte śniegiem (choć sam nie wiem z czego się tu cieszyć, skoro po tej brei chodzi się po prostu fatalnie). Powrót na leśną ścieżkę z resztkami śniegu. Przez chwilę głównie nabieram wysokości, potem szlak łagodnieje, a ja jestem na częściowo odsłoniętym zboczu z ciekawym widokiem na okolicę. Myślę, że to może być jeden z ładniejszych fragmentów tego szlaku. Przejście wzdłuż częściowo odsłoniętego zbocza. Od tego momentu dość długo poruszam się prosto, co jakiś czas trafiając na niezbyt wymagające podejście. Więcej problemu sprawia mokry, sięgający za kostki śniegu, który trochę utrudnia mi poruszanie się. Przemoczenie butów też raczej jest tylko kwestią czasu. To już górna część czerwonego szlaku. Kilkaset metrów dalej znów jestem w gęstym lesie, a ilość śniegu trochę się zmniejsza. W pewnej chwili do koloru czerwonego dołącza żółty, prowadzący tu ze Szczyrzyca. Powrót do nieco gęstszego lasu. Wspólny odcinek dla szlaków czerwonego i żółtego. Po paru minutach jestem przy kolejnym skrzyżowaniu szlaków. Tu kolorów jest dość sporo. Na zachód, w stronę wierzchołka, ciągną się żółty, niebieski i zielony, na północny-wschód skręcają niebieski, zielony, a także czerwony, po którym poruszałem się do tej pory. Żegnam się z nim i skręcam w lewo. Stąd, do szczytu mam już tylko parę minut. Odcinek jest jednak dość stromy i przy dzisiejszej nawierzchni wymaga ostrożnego podchodzenia. W paru miejscach muszę też omijać powalone wiatrem drzewa. Końcówka podejścia na Ciecień po szlakach żółtym, zielonym i niebieskim. Na wierzchołku znajduje się kolejne skrzyżowanie szlaków, a także typowa dla Beskidu Wyspowego, zadaszona tabliczka z zielono-żółtymi akcentami. I w sumie tyle – resztę szczelnie otacza las dookoła. Ciecień – tabliczka szczytowa. Na drzewie obok jest także trochę drogowskazów z opisami szlaków prowadzących przez ten teren. Ze szczytu nie mam więc szans na żadne fajniejsze widoki. Jest jednak w pobliżu miejsce, gdzie da się obejrzeć całkiem ładną panoramę roztaczającą się w kierunku zachodnim. I właśnie tam mam się teraz zamiar udać. Mijam wierzchołek i zgodnie z oznaczeniami niebieskiego szlaku, skręcam w lewo. Tam czeka mnie krótkie, umiarkowanie strome zejście. Trzymam się go parę pojedynczych minut, aż docieram na wysokość niewielkiej polany, znajdującej się po prawej stronie ścieżki. I stąd faktycznie jest już co oglądać. Polana pod Cietniem, oferująca całkiem niezły widok na parę szczytów po zachodniej stronie góry. Przez te widoczne najbliżej przebiega oznaczony na czerwono Mały Szlak Beskidzki. Wejście na Księżą Górą Po spędzeniu chwili na polanie wracam na szczyt Cietnia, gdzie robię kolejną, krótką przerwę na jedzenie i picie. Potem zaczynam zejście do położonego na dole skrzyżowania, co jest chyba najtrudniejszym pokonywany dziś odcinkiem. Jak wspominałem wcześniej, większość nawierzchni to albo lód, albo mokry śnieg o konsystencji brei. Z rozsądku wybieram to drugie, co na dobre przemacza moje ponoć wodoodporne buty. Dotarłszy do rozdroża, skręcam zgodnie z kolorami czerwonym, zielonym i niebieskim. Schodzę jeszcze parę minut, aż trafiam na kolejne skrzyżowanie. Tam podejmuję decyzję o trzymaniu się szlaku niebieskiego. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim skrzyżowaniem szlaków. Skrzyżowanie pod Cietniem – w bliskich okolicach szczytu jest ich chyba z pięć. Poruszam się teraz na północ, delikatnie, choć regularnie wytracając wysokość. Idę gęstym lasem, bez widoków po bokach, po ścieżce z coraz mniejszą ilością śniegu. Szlak między Cietniem a Księżą Górą. Po kilkunastu minutach jestem już na kolejnej krzyżówce. Oprócz paru drogowskazów, zastaję tu niewielką kapliczkę, drewnianą ławkę oraz worek na śmieci. Stąd, do Księżej Góry mam już całkiem blisko. Skrzyżowanie szlaków pod Księżą Górą. Spod skrzyżowania idę jeszcze chwilę na północ (niecałe 200 metrów), po czym dochodzę do miejsca, gdzie stoi mapa okolicy z podpisem „Księża Góra”. Sam szczyt znajduje się jednak kawałek dalej, nieco poza szlakiem. Niebieski szlak w stronę Księżej Góry. Na niebieskim szlaku, jakąś minutę drogi za wspomnianą mapą, od głównej drogi odgałęzia się mniejsza ścieżka prowadząca pod górkę. Skręcam na nią i przez chwilę nabieram wysokości. Na sam szczyt można się chyba dostać kilkoma wariantami, jednak ja wybieram ten wyglądający na najbardziej oczywisty. Zresztą, zasada jest prosta: iść wyżej, aż do momentu, gdy bardziej się nie da. Miejsce, gdzie należy zejść z niebieskiego szlaku, skręcić w lewo i zacząć podejście w stronę szczytu Księżej Góry. Na szczycie znajduję standardową tabliczkę, a także parę kapliczek, kilkumetrowy krzyż, ołtarz i sporo ławek. Wygląda na to, że w tym miejscu regularnie odbywają się jakieś nabożeństwa. Brakuje za to ciekawych widoków – jak większość wierzchołków Beskidu Wyspowego, Księża Góra też jest niemal całkowicie zarośnięta. Księża Góra – tabliczka szczytowa. Krzyż, ołtarz i ławki dla wiernych na szczycie Księżej Góry. Po spędzeniu tu chwili i obejrzeniu, co się dało, postanawiam wracać. Do niebieskiego szlaku schodzę tym samym wariantem, spotykając po drodze trzech innych turystów. To pierwsze osoby, jakie widzę dziś w górach – do tej pory na szlakach miałem kompletny spokój. Księża Góra – Szczyrzyc, zejście żółtym szlakiem Dotarłszy do niebieskiego szlaku, cofam się nim przez parę minut na południe, aż trafiam na odwiedzone nie tak dawno rozdroże. Tu zmieniam kolor prowadzącej mnie trasy na żółty i zaczynam schodzić w kierunku Szczyrzyca. Na pierwszym odcinku prowadząca na południowy-wschód ścieżka nie jest zbyt stroma. Idzie się nią wygodnie, uważając jedynie na mokry bądź śliski śnieg (typ zależy głównie od faktu, czy ktoś już po nim przeszedł lub nie). Początek zejścia żółtym szlakiem. Tu jest jeszcze dość płasko, a trasa nie sprawia praktycznie żadnych problemów. Potem, gdy ścieżka zaczyna odbijać na wschód, robi się nieco stromiej. Zwalniam, zwiększam ostrożność i staram się jakoś radzić sobie w tym topniejącym śniegu. Po drodze spotykam też parę zmierzających na szczyt grupek, w tym jednego znajomego, z którym parę razy jeździłem zdobywać tatrzańskie dwutysięczniki. W pewnej chwili szlak robi się łatwiejszy. Nie dlatego, że spada jego nachylenie, lecz po prostu znika większość śnieżnej brei. Ten odcinek pokonuję więc dość szybko, już teraz zaczynając się zastanawiać, jak długo będę musiał potem siedzieć i marznąć na przystanku. Potem śnieg oczywiście wraca, choć ten ostatni, leśny odcinek nie jest już szczególnie wymagający. Ot, zwykła droga gruntowa, która po pewnym czasie wyprowadza mnie spomiędzy drzew na otwarty teren. To już jeden z ostatnich leśnych odcinków na żółtym szlaku. Za lasem dominują pola i pojedyncze domki. Pod nogami pojawia się asfalt, który prowadzi mnie coraz niżej, w stronę centrum Szczyrzyca. Zabudowa stopniowo gęstnieje, znikają widoki na okoliczne szczyty. Końcówką żółtego szlaku nie jest zbyt atrakcyjna. Początek asfaltowego odcinka niedługo po wyjściu z lasu. W pewnej chwili żółta trasa łączy się z zieloną. Około 100 metrów dalej wspólnie przeprowadzają mnie przez most nad Stradomką, a za nim pod skrzyżowanie szlaków w centrum miejscowości. W tym miejscu moje przejście dobiega końca. Powrót No dobra, zszedłem z góry, jednak autobus do Krakowa pojawi się tu dopiero za jakieś 1,5 godziny. Niby starałem się nie spieszyć, ale cóż – wyszło jak zawsze. Mam więc trochę dodatkowego czasu i fajnie byłoby go jakoś wykorzystać. W pierwszej kolejności obchodzę pobliski skwer z pomnikiem Teodora Cedro – wojewody krakowskiego z XIII wieku, a następnie udaję się na krótkie zwiedzanie szczyrzyckiego opactwa Ojców Cystersów. Dopiero później kieruję się na przystanek, gdzie resztę czasu spędzam czytając jakąś książkę z gatunku Science-Fiction. W końcu, gdy pojawia się upragniony autobus, wsiadam do ciepłego wnętrza i przez około godzinę wracam w stronę Krakowa. Opactwo Cystersów w Szczyrzycu. Księża Góra i Ciecień zimą – podsumowanie Zgodnie z oczekiwaniami, nie było to przejście ani zbyt długie, ani szczególnie wymagające (no, może pomijając nawierzchnię). Było za to bardzo spokojnie, całkiem ładnie, a przy okazji udało mi się zajrzeć w parę miejsc, której do tej pory nie znałem. Wejście na Ciecień, jak również Księżą Górę śmiało mogę polecić innym. Co prawda, nie ma tu jakichś spektakularnych widoków czy zapadających w pamięć atrakcji, ale wciąż jest to fajna propozycja dla szukających czegoś łatwego lub na dni, gdy pogoda nie pozwala zapuszczać się na ambitniejsze szczyty. Czy latem, czy zimą, można tu miło spędzić 3-4 godziny, nie trafiając przy okazji na tłumy innych turystów. Mapa opisanego przejścia: Region: KASZUBY Raduńtel.: 668 065 590tel.: 58 688 11 41 Ilosc osob w pokoju/domku: od 9 do 12 max. 12tel. 600 829 965Wieś Raduń położona jest w powiecie kościerskim w otulinie Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego, na trasie Kościerzyna - Chojnice. W obrębie miejscowości znajdują się trzy jeziora (Młosino, Brzeźno i jezioro Raduń) graniczące z jeziorami wdzydzkimi. Nowość!!! Na sezon basen kąpielowy o wymiarach 9m/4,60m, głęboki na 1,20m!!! Domek pod jabłoniami. Domek stoi na działce o powierzchni 1000m2, ogrodzonej. Domek przeznaczony jest dla 9 i więcej osób, są w nim 3 sypialnie 2 i 3 osobowe, salon z kominkiem i aneksem do posiłków, kuchnia z pełnym wyposażeniem oraz 2 łazienki w tym jedna z wanną i prysznicem. Dom wewnątrz wyłożony boazerią. Do dyspozycji stół bilardowy! W domu jest centralne ogrzewanie. Przy posesji jest prywatne boisko do siatkówki, huśtawka, piaskownica dla dzieci oraz leżaki do opalania. Przy domu jest zadaszony taras chroniący przed intensywnym słońcem i opadami oraz miejsce do grillowania. Można zabrać psa. Od 9go kwietnia 2022 roku cena za dobę wynosi 370zl. Sam weekend kosztuje 800 zł. W domku obowiązuje dodatkowa oplata za prąd i wodę w zależności od zużycia (liczniki) oraz sprzątanie 120zl za przy stawie. Domek jest ogrodzony, do dyspozycji gości 2500m2 działki. Domek przeznaczony do 12 osób, 6 pokoi 2 osobowych, salon z kominkiem, kuchnia z pełnym wyposażeniem oraz 2 łazienki z kabinami prysznicowymi. W domu jest ogrzewanie kominkowe. Przy posesji jest prywatne boisko do siatkówki, huśtawka, piaskownica dla dzieci oraz leżaki do opalania. Przy domu jest zadaszony taras chroniący przed intensywnym słońcem i opadami oraz miejsce do grillowania. Można zabrać psa. Od 9go kwietnia 2022 roku cena za dobę wynosi 420zl. Sam weekend kosztuje 900 zł. W domku obowiązuje dodatkowa oplata za prąd i wodę w zależności od zużycia (liczniki) oraz sprzątanie 120zl za rachunki. Wpłaty na konto: 69 1240 5820 1111 0010 8625 8871 W każdym domku jest mikrofalówka, pralka automatyczna, kuchenka gazowa z elektrycznym piekarnikiem i grillem, lodówka z zamrażalnikiem, odkurzacz, żelazko, telewizor, radio. Użyczamy gościom pościel ale nie ręczniki. Stały dostęp do internetu za darmo! Domy są ocieplane styropianem, co w lecie utrzymuje miły chłód, w obu domach jest kominek. Koło domków jest zarybiony, nieogrodzony staw ,w którym można bezpłatnie wędkować, do dyspozycji łódka! Trampolina do użytku gości z obu domków oraz w czasie sezonu basen kąpielowy o wymiarach 9m/4,60m, głęboki na 1,20m!!! W naszym gospodarstwie hodujemy króliki i kury, możliwość zakupienia jajek. Gościom pomożemy w organizacji spływu kajakowego! 100m od domu jest boisko typu Orlik oraz duży, nowy plac zabaw dla dzieci. Do najbliższego sklepu spożywczo-przemysłowego jest Oba domki położone są na skraju wsi (do lasu 50m, do jeziora 1000m). W okolicy są atrakcyjne ścieżki rowerowe, piesza ścieżka przyrodnicza, punkt widokowy. W odległości 2km znajduje się żywa hodowla pstrąga, gdzie można zakupić świeże jak i wędzone ryby. W czasie wakacji możliwe pobyty minimum tygodniowe. Od listopada do końca kwietnia domki dostępne są tylko przy pobytach minimum 5 dobowych. W Domku pod jabłoniami w tym okresie dodatkowa opłata za drewno (20zł na dobę) dla tych którzy chcą korzystać z kominka. Serdecznie zapraszamy!!! Niestety nie możemy znaleźć strony, której szukasz, ale... ... to jest jedyny sposób, żeby zobaczyć ten piękny widok! Przejdź do strony głównej Północne stoki Czereśli. Niepozorne, północno-wschodnie rejony pasma Magury Wątkowskiej leżącej w centralnej części Beskidu Niskiego, graniczącego tu z Pogórzem Jasielskim, kryją wiele ciekawych obiektów przyrodniczych i historycznych oraz historii i legend z nimi związanych. Kilka z takich obiektów odwiedziłem podczas całodziennej, wiosennej wędrówki, którą odbyłem wiosną 2017 roku. Na tą wędrówkę wybrałem się wraz z koleżanką. Rozpoczęliśmy ją w miejscowości Pielgrzymka od obejrzenia znajdującej się tu dawnej greckokatolickiej (a obecnie prawosławnej) cerkwi. Następnie polnymi drogami wśród łąk i pól poszliśmy do sąsiadującej z Pielgrzymką Mrukowej. Z Mrukowej udaliśmy się wzdłuż potoku Szczawa do „cudownego źródełka” pod Trzema Kopcami a stamtąd na Zamkową Górę. W średniowieczu na szczycie tej góry istniał zamek Mruków, który jednak nie przetrwał zbyt długo i do dziś prawie nic po nim nie zostało. Z Zamkowej Góry udaliśmy się na szczyt Czereśli aby później zejść z niej bardzo stromym jarem potoku. Potok ten to jeden z ważniejszych dopływów Pachniączki, wpadający do niej w Pielgrzymce. A więc najpierw jarem potoku a potem polną drogą zeszliśmy do Pielgrzymki, gdzie zamykając pętlę zakończyliśmy wędrówkę. Góra Zamkowa, Ruskie Zamczysko, Smyczka – widok z polnej drogi do Pielgrzymki. Do Pielgrzymki dojechaliśmy samochodem, który zostawiliśmy na parkingu pod kościołem. Stąd bardzo łatwo jest trafić do XVIII-wiecznej cerkwi drewnianej, której położenie wskazują otaczające ją wysokie drzewa. Cerkiew Michała Archanioła w Pielgrzymce. Idziemy więc tam aby od cerkwi zacząć wycieczkę. Niestety – dzisiaj jest zamknięta więc nie zobaczymy pięknego, rzeźbionego pięciorzędowego i pozłacanego ikonostasu. Konstrukcję ikonostasu wykonał w 1877 roku snycerz ze Żmigrodu Roman Rychlicki. Następnie został on pomalowany i pozłocony przez słynnych malarzy – braci Pawła i Jana Bogdańskich z Dobromila. Wiele części zdekompletowanego ikonostasu znajduje się obecnie w muzeach w Łańcucie, w Sanoku i we Lwowie. Wg ks. Władysława Sarny autora książki „Opis powiatu jasielskiego” wydanej w 1908 r. z Pielgrzymki wysłano wtedy kilkadziesiąt obrazów na wystawę w Instytucie Staropigialnym, odbywającą się w latach 1888-89 we Lwowie. Cerkiew Michała Archanioła w Pielgrzymce (obecnie prawosławna). W tej cerkwi znajduje się kilka ikon przeniesionych z wcześniejszej cerkwi a więc starszych od obecnej. Jedną z nich jest watra uwagi bo otoczona kultem ikona Bogurodzicy Hodegetrii z 1649 roku w ołtarzu bocznym (zaprestolnym), którą wykonał na płótnie malarz Hyrowskij. Została ona oprawiona w barokowe dekoracje pochodzące z carskich wrót z najstarszego ikonostasu pielgrzymskiej cerkwi. Dokonał tego w XIX wieku ówczesny proboszcz Ioan Myszkowskij. Wnętrze obecnej cerkwi zdobią także figuralno-ornamentalne polichromie wykonane przez Bogdańskich w 1887 roku. W cerkwi znajduje się także Grób Pański z 1684 r. oraz gromadzone przez zasłużoną dla Pielgrzymki rodzinę Myszkowskich, liczne bardzo cenne i zabytkowe przedmioty. Jednym z najcenniejszych był barokowy, jedwabny ornat przetykany złotymi haftami, podarowany cerkwi przez Jerzego Mniszcha ojca carowej Maryny (żony Dymitra Samozwańca). Także i on znalazł się na Lwowskiej wystawie, gdzie – jak pisze X. Sarna – wyrażono opinię, że został wywieziony przez Mniszchów ze skarbca carskiego w Moskwie. Wejście do cerkwi i stary misyjny krzyż z 1927 do cerkwi i nowy krzyż ustawiony w 1000-lecie Chrztu Rusi. Skoro cerkiew zamknięta to musimy zadowolić się jej architekturą zewnętrzną. Jest to trójdzielna cerkiew typu zachodniołemkowskiego z wydłużonym prezbiterium, szeroką nawą i babińcem znajdującym się pod wysoką wieżą. Wieża o konstrukcji słupowo-ramowej i pochyłych ścianach pokryta jest gontem. Pozostałe ściany obite są pionowymi deskami, pomalowanimi innym kolorem. Dach wieży, podobnie jak i pozostałe dachy zakończone są baniastymi hełmami przykrytymi blachą. Nawę nakryto dachem o konstrukcji namiotowej a prezbiterium przykryte jest częściowo dwuspadowym, kalenicowym daszkiem przechodzacym w namiotowy. Krzyże z 1988 r. i z 1937r. upamiętniające Chrzest Rusi. Kilka słów o historii cerkwi. Obecna cerkiew pochodzi z końca XVIII wieku i była to cerkiew greckokatolicka (dokładna data nie jest znana). Wiadomo jest natomiast, że z 1581 roku pochodzi pisana wzmianka o pierwszej cerkwi, która była wtedy prawosławną. Znajdowała się nieco na południe od tej zbudowanej w XVIII wieku. Znana jest data remontu, który przeprowadzono w latach 1870-72 (często w literaturze ta data uważana jest za datę budowy). W roku 1887 odnowiono wnetrze i ikonostas. Kolejny remont przeprowadzono w 1923 roku. Po akcji „Wisła”, której skutkiem było wysiedlenie Łemków cerkiew zaczęła chylić sie ku upadkowi. Jednak po powrocie z wysiedleń części Łemków, cerkiew zaczęto remontować. W roku 1960 erygowano tu parafię prawosławną i w ten sposób cerkiew tą wieżą cerkwi, po jej lewej stronie znajduje się stary drewniany krzyż z 1927 roku upamiętniający Misje Święte. Po prawej stronie od wejścia znajduje się betonowy krzyż postawiony w 1988 roku, który upamiętnia 1000-lecie Chrztu Rusi. Ustawiono go obok starego, drewnianego z 1937 roku postawionego w 950 rocznicę tego chrztu. Cerkiew otoczona jest ogrodzeniem z metalowych prętów wspartych na betonowych słupkach. Kilka lat wcześniej gdy przejeżdżałem tędy rowerem na terenie ogrodzonej cerkwi pasło się niewielkie stadko owiec. Taka ciekawostka… praktyczna bo nie trzeba kosić trawy 😉. W odległości około 200 metrów na wschód od cerkwi znajduje się stary, zabytkowy, łemkowski cmentarz parafialny. Tam właśnie idziemy aby go obejrzeć. Pochowani są tutaj dwaj miejscowi proboszczowie z rodu Myszkowskich, którzy byli też wykładowcami teologii na uniwersytecie lwowskim. Nagrobki cmentarza parafialnego w Pielgrzymce. Jest tam też wiele innych ciekawych i pięknych nagrobków wykonywanych przez mistrzów kamieniarstwa. Z cmentarza wychodzimy na rozległe otwarte tereny, poprzecinane polnymi dróżkami. Cmentarz poza wsią ukryty w zaroślach . Gdzieniegdzie, wśród rozległych łąk i pól uprawnych rosną pojedyncze drzewa. W oddali widać większe skupisko drzew i własnie w tamtym kierunku się udajemy. Pośród tych drzew ukryty jest kolejny cmentarz. Tym razem jest to cmentarz choleryczny. Dawniej, w czasach różnych epidemii: cholery, dżumy, gruźlicy ospy czy tyfusa zmarłych grzebano na specjalnych cmentarzach. Zakładano je na obrzeżach miast i wsi, na poświęconej ziemi. Oznaczano takie cmentarze krzyżem lub kapliczką, na których utrwalano nazwę miejscowości oraz datę panującej epidemii. Zmarłych chowano w grobach zbiorowych a zwłoki owijano materiałem nasączonym wapnem. Cmentarze uważane były za „nieczyste” więc ich nie odwiedzano. Cmentarz wsi Pielgrzymka otoczony jest ogrodzeniem z drewnianych bali. Jest on mocno zarośnięty chwastami i krzakami. Ciężko więc było się do niego dostać. Przy bramce wejściowej umieszczono dużą tablica informującą, z której dowiadujemy się, że pochowano tu zmarłych podczas epidemii cholery w 1831 roku mieszkańców wsi Pielgrzymka. Cmentarz choleryczny z 1831 roku wsi Pielgrzymka – w kępie drzew. Cmentarz choleryczny wsi Pielgrzymka z 1831 r. Wśród nich pochowano tu miejscowego proboszcza Lwa Paryłowicza, zmarłego 29 sierpnia 1831 roku. Cmentarz ten jest tak zapuszczony, że owce nie poradziły by sobie z „koszeniem” 😉 . Potrzebne jest karczowanie. Wkrótce polnymi drogami dochodzimy do Mrukowej. Okolice Mrukowej. Mrukowa. to niezbyt duża, bardzo ładnie położona wioska w niewielkiej kotlince na skraju Beskidu Niskiego . Od wschodu ograniczają ją stoki masywu Bucznika, od południa Trzy Kopce a, od południowego zachodu i zachodu Zamkowa Góra i Ruskie Zamczysko. Na północy graniczy z miejscowością Samoklęski. Przez wieś przepływa potok Szczawa mający swoje źródła na północnych stokach masywu Świerzowej (805 m Szczawa charakteryzuje się dużym spadkiem a jej koryto biegnie przez odporne na erozję głazy piaskowca magurskiego więc wytworzyło się tu kilkanaście malowniczych kaskad. Początki Mrukowej sięgają czasów kiedy na sąsiedniej górze zwanej Zamkową powstało zamczysko odnotowane przez Jana Długosza pod nazwą Mruków. Lokacja Mrukowej miała miejsce w 1391 roku. W XV wieku była królewszczyzna a w 1581 roku Mrukowa wraz z Samoklęskami była należała już Jana Mniszcha. Przez wieki była ściśle związana z Samoklęskami bo podobnie jak i one miała tych samych właścicieli. Ludziom żyło się biednie, podobnie jak i w czasach zaboru austriackiego pomimo wprowadzonych reform administracyjnych i kulturalno-oświatowych. Na czele wsi stał wójt, szkoły parafialne przekształcono w ludowe. Dzieci z Mrukowej uczęszczały do szkoły w Samoklęskach. Czteroklasowa szkoła powstała tu dopiero w latach międzywojennych XX wieku. W końcu XIX wieku w okolicznym terenie powstały kopalnie ropy naftowej, więc niektórzy mieszkańcy wsi znaleźli tam zatrudnienie i ich byt uległ poprawie. Mrukowa. Dom drewniany z murowanym gankiem – często spotykany w podkarpackich wioskach. Zabawna sytuacja podczas wędrówki przez wieś. Do wsi weszliśmy od strony zachodniej, tak w okolicach jej środka. Podczas wędrówki przez wieś spotykamy dwóch facetów niosących drewniane drzwi furtki od ogrodzenia domu. To czas Zielonych Świątek a w zwyczaju miejscowych kawalerów jest zdejmowanie bram ogrodzeniowych z domów, w których mieszkają panny „na wydaniu”. Zagaduję więc do nich: – O! Widzę, że jacyś żartownisie zdjęli wam w nocy bramkę wejściową??? Musi mieć pan córkę na wydaniu … – A popatrz pan k… jacy ch… ! – odpowiedział jeden z nich. – Wie pan, mam takiego młodego kolegę w Dębowcu (wioska odległa ok. 10 km.), który z kolegami takie bramki ściąga dla hecy – może to jego sprawka? Zadzwonię do niego i zapytam😉. Uśmiechnęli się obaj więc rozładowałem nieco atmosferę. Szliśmy tak jakiś czas rozmawiając luźno. Gdy dotarli do domu i zaczęli montować bramkę zapytałem, czy mogę im zrobić w tym momencie zdjęcie aby pokazać później temu koledze. Nie mieli nic przeciwko temu. Dodam jeszcze, że do owego kolegi zadzwoniłem opowiadając mu o zdarzeniu a on tak się głośno uśmiał, że musiałem trzymać telefon daleko od ucha😁🤣. Nie on jednak był sprawcą tego żartu… Na skraju wsi – „Woźnica” Idąc tak przez wieś i rozmawiając bardzo szybko dotarliśmy do miejsca, w którym droga główna skręca w lewo, w kierunku Brzezowej a ta, którą idziemy skręca lekko w prawo i wzdłuż Szczawy prowadzi do końca wsi, i dalej prosto, w stronę widocznego lasu. Przez tą część Mrukowej przebiega odcinek zielonego szlaku turystycznego PTTK Gorlice – Ożenna. Przy przystanku PKS zaczyna się bardzo skrócony obecnie szlak żółty, prowadzący tylko do węzła szlaków pod Świerzową i Trzema Kopcami. Dlaczego został skrócony i jak przebiegał opisałem tutaj. Przy końcu wsi, po lewej stronie drogi znajduje się pole biwakowe i dość duży parking. Obok niego, naprzeciw parkingu na rozległej polanie znajdowało się kiedyś miejsce, gdzie zatrzymywały się furmanki dowożące tutaj wiernych, którzy następnie pielgrzymowali do położonej wysoko w lesie kaplicy z Matką Boską i znajdującego się obok cudownego źródełka. Góra Zamkowa (571 m nad Mrukową – widok z placu „Woźnica”. Także na odbywające się tu też 2 razy w roku wielkie odpusty; pierwszy na Zesłanie Ducha Świętego a drugi w święto Matki Boskiej Siewnej. Miejsce to nazywane bywa jeszcze i dzisiaj „Woźnica”. Z tego miejsca bardzo ładnie prezentuje się Zamkowa Góra. Zaczyna się tu też trasa drogi krzyżowej, która ma swój koniec przy wspomnianej już kaplicy w lesie. Droga krzyżowa biegnie równolegle do szlaku ale po drugiej stronie Szczawy i stanowi alternatywą trasę dla szlaku turystycznego. Wyżej (bodajże przy IX kapliczce) łączy się ze szlakiem turystycznym (żółtym). Kaskady na potoku Szczawa. Parzydło leśnePotok Szczawa. Zaczynamy podejście drogą tradycyjną (szlakiem) i w dogodnym miejscu schodzimy do koryta, którym spływa Szczawa. Tym korytem przeskakując z kamienia na kamień podchodzimy w górę potoku. To chyba najciekawsza bo emocjonująca alternatywa … Zajmuje to o wiele więcej czasu bo często trzeba się zatrzymywać aby w rozsądny sposób pokonywać kolejne i piętrzące się trudności. Także aby nie wpaść do wody bo kamienie bywają śliskie. Czasem trzeba wyjść na brzeg i nim przejść kolejny odcinek. Trzeba też się zatrzymać aby zrobić zdjęcia licznym tu kaskadom. Koleżanka proponuje nawet aby kiedyś wybrać się na wędrówkę, której głównym celem byłoby takie przejście w górę jakiegoś długiego potoku. Trzeba by zaopatrzyć się tylko w odpowiednie do tego celu obuwie… Fajny pomysł! Nieco wyżej potok staje się węższy a kaskady niższe. Jar potoku też staje się głębszy – to znaki, że trzeba opuścić koryto i przenieść się na szlak. Wychodzimy na niego nieopodal odgałęzienia się szlaku zielonego w kierunku Folusza. Idziemy wyżej za znakami żółtymi by po chwili dojść do jednej z kapliczek przy stacji drogi krzyżowej. XII stacji Drogi Krzyżowej – Golgota. Po minięciu kilku kolejnych dochodzimy do aktualnego celu. A jest nim tutaj: Kaplica Matki Boskiej pod Trzema Kopcami i „Kamień Burski”. Z powstaniem tu kaplicy związana jest ciekawa legenda. Kilkaset lat temu, w czasach wojen husyckich przechodzili tędy ludzie niosący zza południowej strony Karpat wyrzeźbioną w drewnie lipowym figurę Matki Boskiej z dzieciątkiem w celu przechowania jej do lepszych czasów. Ich celem był kościół Ojców Karmelitów w Jaśle. W czasie odpoczynku figurkę postawili na leżącym kamieniu, na którym – jak się okazało – odcisnęła się stopa Matki Boskiej. Od tego czasu kamień ten uważany był za cudowny i posiadający moc uzdrowicielską. Wnętrze kaplicy (z lewej strony wmurowany w ścianę „Kamień Burski”. Dalsze losy figurki potoczyły się inaczej niż chcieli jej właściciele. Po pożarze kościoła w 1785 r i kasacji klasztoru w Jaśle została ona przeniesiona do Dukli. Kilka lat później odkupiła ją hrabina Kuropatnicka z Tarnowca i podarowała dla nowo budjącego się tam kościoła. Od tamtego czasu otoczona jest kultem jako Matka Boska Tarnowiecka. Obecnie kościół w Tarnowcu ma status sanktuarium. Wewnątrz kaplicy umieszczono kopię owej cudownej figurki znajdującej się obecnie w Tarnowcu. Kaplicę poświęcono w roku 1906. Wracając jednak do „naszej” Kaplicy. Obecną (bo wcześniej stała tu drewniana), ufundowali bracia Jakub i Wojciech z rodu Balów. Poodziękowali w ten sposób Matce Boskiej za ocalenie woźnicy i końskiego zaprzęgu z drewnem wywożonym z lasu oraz ogólnie za pomyślność. Podczas budowy w ścianę wewnętrzną kaplicy został wmurowany ów cudowny kamień z odciskiem stopy zwany „Kamieniem Burskim”. Wmurowano go ponieważ – i tu znów nawiązanie do legendy – wielokrotnie zdarzało się, że ktoś go przenosił w inne miejsce lub chciał go zabrać a on zawsze wracał w „swoje” miejsce. Podobna w treści jest kolejna legenda mówiąca, że w czasie budowy kaplicy wspomniany kamień nie dał się obrabiać więc wyrzucano go do strumienia a on za każdym razem cudownie powracał. Cudowne źródełko. Poniżej kaplicy i kamiennej kapliczki słupowej znajduje się źródełko uważane za cudowne. Od 1998 roku obudowane murowaną z kamienia specjalną grotą. Dawniej ciągnęły do niego rzesze chorych i cierpiących na przeróżne dolegliwości ludzi wierzących w cudowną moc uzdrawiającą tej wody. Byli to wyznawcy różnych religii i narodowości, mieszkańcy nie tylko okolicznych miejscowości a także ludność pochodząca zza południowej strony Karpat. Dawniej źródło to było obfitujące w wodę jednak po obudowaniu go grotą ilość wypływającej wody się zmniejszyła. Jeszcze gorzej jest obecnie kiedy deficyt wody z roku na rok narasta. Powyżej wymurowanej w 1998 roku kamiennej groty skrywającej źródełko, przy drodze, stoi wiekowa kamienna kapliczka słupowa. W jej dwóch wnękach umieszczono kolejno od góry – figurkę św. Józefa z dzieciątkiem i w drugiej, dolnej – Matki Boskiej z dzieciątkiem. Kamienny dach kapliczki zwieńczony jest ciekawym kamiennym krzyżem. Stoi on na dwóch baniastych, kamiennych kulach. Zamkowa Góra (571 m i pozostałości po zamku Mruków. Po krótkim odpoczynku na jednej z licznych tu ławeczek ustawionych wokół kaplicy wracamy w dół do rozgałęzienia szlaków i skręcamy w ten znakowany na zielono, aby po przejściu nim nieco ponad pół kilometra dojść do niewielkiej przełęczy między Smyczką a Zamkową Górą. Na przełęczy opuszczamy szlak zielony i kierujemy się leśną ścieżką w kierunku południowo-zachodniej kulminacji Zamkowej Góry. W tym rejonie zaczyna się kolejna atrakcja dzisiejszej wędrówki. Im wyżej podchodzimy tym więcej pojawia się wystających z gruntu kamiennych ostańców. Wychodnia piaskowca magurskiego na Zamkowej Górze. Zamkowa Góra ze śladami grodziska i zamku z XIII/XIV wieku. Porozrzucane są one w ogromnej ilości wokół dwóch wierzchołków tej góry przedzielonych niewielkim siodełkiem. Drugi wierzchołek – ten północno-wschodni o wiele bardziej upstrzony jest wychodniami skalnymi. Już samo to stanowi o atrakcyjności tej góry. Patrząc jednak na ich fantazyjne kształty, rozmiary i rozmieszczenie w okolicy można – z pomocą wyobraźni – uświadomić sobie, że kiedyś musiał znajdować się tu jakiś gród, warownia czy nawet zamek. Tym bardziej, że położenie i naturalne stromizny stoków podkreślały tylko walory obronne tej góry. I tak faktycznie było, bo w średniowieczu na tym właśnie wierzchołku istniał niewielki zamek. Wspominał o tym w swoich kronikach sam Jan Długosz – pisząc, że w XV wieku zamek ów był już ruiną. Więcej o tym zamku na Zamkowej Górze nad Mrukową – ale w zimowej szacie pisałem tutaj i zainteresowanych tematem do tego wpisu odsyłam. Przedstawiłem tam też kilka legend związanych z tym zamkiem oraz zdjęcia widoków, jakie można było zimą zobaczyć bo teraz widoki te przesłaniają już liście na drzewach. Paprocie porastające skały. W tym wpisie przedstawiam więcej zdjęć obrazujących ten teren w innej porze roku aby nieco inaczej pokazać to miejsce. Pod Zamkową Górą. Czereśla (611 Po dłuższym pobycie na Zamkowej Górze, penetrowaniu jej okolic i poszukiwaniu śladów po zamczysku a także po krótkiej fotograficznej sesji opuszczamy to interesujące miejsce. Wracamy do zielonego szlaku i wchodząc następnie w gęsty las idziemy w stronę Folusza. Szlakiem tym trawersujemy północne stoki Smyczki podchodząc następnie na małą przełączkę między Smyczką a Czereślą. Znajduje się tam tablica informacyjna Magurskiego Parku Narodowego. Stąd wychodzimy na kulminację wzniesienia zwanego Czereślą. Czereśla to druga z kolei, licząc od Smyczki (670 m kulminacja dość długiego i wąskiego wału ciągnącego się dalej, poprzez Kobyłę (488 m do Folusza. Rozciąga się on od potoku Szczawa na wschodzie, do doliny potoku Kłopotnica na zachodzie. Od południa wał ten opada stromo w dolinę potoku Potasówka. Na północy zaś z odgałęziającymi się na północ ramionami Zamkowej Góry, Ruskiego Zamczyska i Księżej Góry opada w obniżenie między Beskidem Niskim a Pogórzem Jasielskim. Głazy na stokach Czereśli. Na szczycie nie zostajemy długo bo nie ma tu nic ciekawego. Warto jednak wiedzieć, że w jarach spływających na północ od tego wału potoków, znaleźć można kilka ładnych niewielkich wodospadów. Najciekawsze z nich znajdują się na potoku Pachniączka płynącym w jarze między Zamkową Górą a Ruskim Zamczyskiem. Także na innych dopływach Pachniączki podobne wodospady można znaleźć. Zarówno na tym między Ruskim Zamczyskiem a Księżą Górą jak i na następnym, za Księżą Górą. Warto też dodać, że w okolicy znajdują się źródełka z wodą mineralną – świadczą o tym chociażby nazwy potoków: Szczawa i Pachniączka. Także niezbyt przyjemny zapach wydobywający się z tych wód świadczący o tym, że zawierają one związki siarki. Na początku XIX wieku przebywający wtedy w pobliskich Samoklęskach Baltazar Hacquet, austriacki naturalista pochodzenia francuskiego, profesor anatomii, chemii i botaniki, etnolog i pionier badań przyrody Karpat badał i opisał niektóre z tych źródeł. Zejście jarem bezimiennego potoku. Z Czereśli zaczynamy schodzić na północ słabo widoczną w terenie ścieżką. Dochodzimy w ten sposób do szemrzącego strumyka spływającego stromym i coraz głębszym jarem. Oddziela on od siebie Księżą Górę od jednego z ramion Kobyły. Jest tu już bardzo stromo i trzeba bardzo uważać podczas schodzenia. Mijamy wychodnie odpornego na wietrzenie piaskowca magurskiego, których i tutaj nie brakuje. Sporo także fantazyjnych korzeni potężnych buków oplatających skały i kamienie wystające z podłoża. Wszystkie te potoki spływające spod opisanego wcześniej wału mają stosunkowo duży spadek i dlatego utworzyły się na nich niewielkie wodospadziki. Na potoku, wzdłuż którego schodzimy nie ma ich jednak za wiele albo są bardzo małe. Na tych między Zamkową Górą a Ruskim Zamczyskiem oraz Księżą Górą jest ich więcej i są też wyższe. W środowisku miłośników Beskidu Niskiego bywają często nazywane „ruskimi wodospadami”. Być może nazwa Ruskiego Zamczyska albo ludność pochodzenia rusińskiego zamieszkującego nie tak dawno jeszcze te górskie tereny, do powstania tej nazwy się przyczyniła? Po ekscytującym zejściu z Czereśli jej północnymi stromiznami wychodzimy z lasu na otwarty, równinny teren. Obniżenie to stanowi granicę między Beskidem Niskim a zaczynającym się od kolejnych wzgór, nieco na północ leżącym Pogórzem Jasielskim. Znajdują się tu pola, łąki i pastwiska należące do mieszkańców Pielgrzymki. Polna droga, którą od wyjścia z lasu podążamy prowadzi właśnie prosto do Pielgrzymki. Po obu stronach drogi mamy rozległe, niekoszone łąki pełne polnych kwiatów. Rosną też pojedynczo lub w niewielkich grupach drzewa oraz zbiorowiska różnych krzewów. Ładny mamy też widok na okolicę. Po przejściu około kilometra zaczynają się pierwsze zabudowania Pielgrzymki. Pielgrzymka (Пepeгpимкa). Maszerując przez wieś oglądamy zabudowania, wśród, których zachowało się sporo starych drewnianych chyży. Jest też dużo drewnianych domów zbudowanych już po wojnie przez ludność Polską, która się tu osiedliła. Domostwa te otoczone są starymi sadami i małymi ogródkami. Pełno tu też zwierząt domowych, kur oraz innego drobiu. Zabudowa wsi jest dość gęsta i skupiona po obu stronach drogi. Sielski obrazek z Pielgrzymki. Pielgrzymka, zwana też wcześniej Pielgrzymówką, to wioska, która przez wieki zamieszkiwana była w znacznej części przez Łemków. Mieszkali tu też w mniejszości przedstawiciele innych narodowości – Polacy, Żydzi i Cyganie. Pierwsze wzmianki o Pielgrzymce pochodzą od Jana Długosza z 1400 roku. Była ona wtedy własnością Jana i Stanisława Gamratów herbu Sulima. Od końca XVI wieku stała się własnością możnego rodu Mniszchów, podobnie jak sąsiednie Samoklęski, z którymi Pielgrzymka przez wieki miała wiele wspólnego. Do rodziny Mniszchów należała do roku 1779. Później od końca XVIII i przez cały XIX wiek Pielgrzymka wraz z Samoklęskami i sąsiednimi wioskami była we władaniu Ossolińskich i Stadnickich. Pielgrzymka była też siedzibą parafii greckokatolickiej. Na przełomie XIX i XX wieku powstała szkoła parafialna, sklep, kasa gminna oraz cerkiewna. Była tu też karczma, stajnia i wozownia. Przed I wojną światową zaczęła tu działać czytelnia im. Michała Kaczkowskiego. Po II wojnie światowej w latach 1945 -47, ludność pochodzenia rusińskiego została wysiedlona. Dopiero na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku część wysiedlonej ludności tutaj powróciła. W 1960 roku utworzono parafię prawosławną, która od XXI wieku należy do Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Poważnych remontów cerkwi dokonano w latach 1971-72 i 2004-09. Cerkiew jest zabytkiem i włączono ją do podkarpackiego Szlaku Architektury Drewnianej. Pielgrzymka – cerkiew z końca XVIII wieku. Po przejściu przez wieś docieramy do parkingu przy nowym kościele Jana z Dukli, gdzie czeka na nas zaparkowany samochód. Tutaj też kończymy tą obfitującą w wiele przeróżnych atrakcj wędrówkę. Wydawać by się mogło, że w takich niepozornych, prowincjonalnych rejonach nie ma nic ciekawego. Że nie ma tu co robić ani czym się zająć. Nie zgadzam się z tym – w każdym, nawet najbardziej niedocenianym miejscu można przyjemnie i miło spędzić czas, poznać coś nowego i innego, czy też odkryć coś ciekawego dla siebie i przyjaciół. Trzeba tylko chcieć poszperać w materiałach, poczytać coś i ruszyć w teren. Tekst i opracowanie oraz zdjęcia – Antoni Noga.

dom pod księżą górą