dokonaj interpretacji porównawczej podanych utworów

Dokonaj interpretacji porównawczej utworów Ekskuza Adama Mickiewicza i Ze szkodą Czesława Miłosza. Adam Mickiewicz Ekskuza Nuciłem o miłostkach w rówienników tłumie; Jedni mię pochwalili, a drudzy szeptali: „Ten wieszcz kocha się tylko, męczy i żali, Nic innego nie czuje lub śpiewać nie umie”. „W dojrzalsze wchodząc lata Zasady oceniania rozwiqzañ zadañ INFORMACJA O ZASADACH OCENIANIA PRAC Z ..Jnonton fall in love at first kiss. Autorem opracowania jest: Aneta Wideł. Motyw snu to jeden z najpopularniejszych tematów w sztuce, a zwłaszcza w literaturze. Sny bardzo często przepełnione są symboliką i stanowią bezpośrednie odzwierciedlenie lęków, obaw lub pragnień bohatera. Niekiedy stają się one nie tylko tematyką utworu, a wręcz całą jego konwencją, kształtując rzeczywistość w sposób oniryczny. O śnie w bardzo odmienny sposób pisali między innymi Jan Kochanowski w utworze „Do snu” oraz Zbigniew Herbert w wierszu „Język snu”. Oba dzieła powstały w zupełnie różnych epokach, renesansie oraz współczesności. Dzieło Kochanowskiego jest przykładem fraszki, czyli krótkiego utworu lirycznego o tematyce humorystycznej lub satyrycznej, zazwyczaj zakończonego puentą. Pochodzi z wydanego w 1584 roku zbioru fraszek zatytułowanego „Fraszki”. Wchodzi w skład drugiej części nazwanej „Księgi wtóre”. Z kolei wiersz Herberta wydany został w 1998 roku w tomie poetyckim „Epilog burzy”. Ma luźną, nieregularną budowę i stanowi przykład liryki bezpośredniej. W obu przypadkach poeci na jawie zastanawiają się nad rolą snu. W swoich rozważaniach skupiają się jednak na zupełnie odmiennych kwestiach. Zarówno u Kochanowskiego, jak i Herberta, sny mają znaczenie symboliczne. Za ich pomocą poeci są w stanie zgłębić prawdy o świecie, które byłyby niemożliwe do odkrycia za dnia. Artyści w podobny sposób podejmują się rozważań nad istotą snu: opowiadają o nim na jawie, opisując to, co zazwyczaj czują lub widzą podczas śnienia. Sposób, w jaki to czynią, jest mimo wszystko całkiem inny. Autor fraszki kieruje swoje rozważania bezpośrednio do snu, czyniąc z niego lirycznego odbiorcę swojego tekstu. Kieruje swoje słowa wprost do niego, tym samym składając mu swego rodzaju hołd. W utworze współczesnego poety nie pojawiają się apostrofy. Jego wypowiedź przypomina refleksyjny monolog, w którym dominują metafory i powtórzenia. Podmiot liryczny na bieżąco przytacza swoje myśli w sposób delikatnie chaotyczny, pozbawiony wyraźnego rytmu. We fraszce „Do snu” podmiot liryczny przyrównuje sen do swego rodzaju „małej śmierci”. Podczas snu człowiek doświadcza namiastki tego, co czeka na niego właśnie po śmierci. Conocny odpoczynek jest więc niejako przygotowaniem do wiecznego spoczynku na samym końcu życia. Kiedy ciało śpi, dusza rozpoczyna mistyczną podróż po całym świecie. Zwiedza jego najdalsze zakamarki, jest wyzwolona i w pełni korzysta z dobrodziejstw rzeczywistości. Wędruje po nieznanych ludziom zdaje się dotyczyć przede wszystkim sfery psychicznej człowieka. Pozwala zmierzyć się z zupełnie nowymi doświadczeniami, jednocześnie nie męcząc przy tym ciała. Renesansowy twórca uważa, że podobnie będzie wyglądała prawdziwa śmierć. Dusza zostanie uwolniona, aby móc odkrywać nowe rejony świata, podczas gdy ciało na zawsze pozostanie w upragnionym bezruchu. Z kolei w wierszu „Język snu” poeta skupia się na marzeniach sennych, które stają się inspiracją do tworzenia na jawie. Osoba mówiąca nie tylko zachwyca się niezwykłymi wizjami, których doświadcza podczas snu, ale też wykorzystuje ich konwencję, kreując osobliwy „język snu”. Artysta nie poprzestaje na śnieniu samym w sobie, a dopisuje do niego niezwykłe historie. Sen pomaga mu w wyzbyciu się narzuconych form i konwencji – tworzeniu w sposób, który odrzuca jakiekolwiek sztywne reguły. Wykreowana przez poetę rzeczywistość jest oniryczna: swobodna, łamiąca zasady kompozycji, zapisu czy treści. Herbert wspomina, iż niekiedy język snu bywa również „językiem słodkiej grozy”. Nie zawsze jest bezpieczny, czasami zaskakuje w sposób straszny lub negatywny. Mimo wszystko wciąż fascynuje i zachwyca, a sen staje się przepustką, aby móc osiągnąć stan poetyckiego wyzwolenia. Oprócz obrazów sennych obaj poeci zwracają uwagę na doświadczane przez nich we śnie bodźce słuchowe. Słyszą muzykę, która w przypadku Kochanowskiego jest dźwiękiem „barzo wdzięcznym ku słuchaniu”. Stanowi on nawiązanie do harmonii sfer, czyli odgłosów wydawanych przez ciała niebieskie w kosmosie. Artysta w ten sposób podkreśla, że błądząca we śnie dusza znacznie wykracza poza obszar Ziemi. Podróżuje nawet po kosmosie, gdzie doświadcza czegoś, czego człowiek fizycznie nie byłby w stanie osiągnąć. U Herberta muzyka przywodzi na myśl kołysankę. Zdaje się usypiać ciało, ale nie umysł, który wciąż pozostaje czujny na zupełnie nowe wizje artystyczne. Melodia nie wpływa na psychikę, a jedynie cielesną powłokę, która podlega również innym zmysłom i bodźcom. Twórca ukazuje przez to wyższość ludzkiego umysłu nad jego fizjologią. W obu wierszach sen ma zupełnie różne znaczenie. Jan Kochanowski postrzega go w sposób stricte symboliczny. Traktuje ów stan jako namiastkę śmierci, a jednocześnie wyzwolenie duszy spod jarzma zmęczonego ciała. Mimo iż bezpośrednio przyrównuje go do wiecznego odpoczynku, jego fraszka ma pozytywny wydźwięk. Uświadamia, że człowiek ma czas przygotować się na to, co ostateczne, a zarazem uspokaja, iż śmierć nie będzie wcale straszna ani bolesna. Zbigniew Herbert traktuje sen zupełnie inaczej. Nie skupia się na śnieniu samym w sobie, a czerpie z niego inspirację do tworzenia. Wykorzystuje ten temat jako motyw przewodni do rozważania o swojej sztuce. Utwór współczesnego poety ma charakter ściśle refleksyjny. Sen służy w nim głównie jako kontekst, który pomaga lepiej zobrazować przemyślenia twórcy, stając się zarazem konwencją całego wiersza. Czytaj dalej: Przepaść Pana Cogito interpretacja Ostatnia aktualizacja: 2022-03-09 10:00:45 Trwa matura 2016. Język polski poziom rozszerzony maturzyści zdawali pierwszego dnia. Odpowiedzi i arkusz CKE znajdziecie na naszej stronie. Sprawdźcie, jak poszła Wam matura 2016 z języka polskiego 2016: Język polski poziom rozszerzony [ODPOWIEDZI, ARKUSZ CKE]Pierwszego dnia tegorocznej matury uczniowie zdawali język polski. Rano, od godziny 9, zdawali poziom podstawowy (tutaj znajdziecie arkusz i odpowiedzi: Matura 2016: Język polski poziom podstawowy [ODPOWIEDZI, ARKUSZ CKE] ). O godzinie 14 rozpoczął się egzamin z języka polskiego na poziomie rozszerzonym. Odpowiedzi znajdziecie poniżej, arkusz CKE - w galerii zdjęć. Sprawdźcie, jak Wam poszło!Sprawdź też: Matura 2016: Język polski i wszystkie inne przedmiotyMatura 2016: Język polski poziom rozszerzony - odpowiedzi:Wybierz jeden temat i napisz 1. Określ, jaki problem podejmuje Jan Parandowski w podanym tekście. Zajmij stanowisko wobec rozwiązania przyjętego przez autora, odwołując się do tego tekstu oraz do innych tekstów kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej300 ParandowskiTworzywo literackieKażda inna sztuka ma ograniczony zakres tematów, sama tylko sztuka pisarska nie zna granic. Sięga tak daleko jak słowo, a słowo sięga tak daleko jak myśl, która nie spotyka kresu ani w czasie, ani w przestrzeni. Tematem może być wszystko – od gwiazdy do atomu. Cały wszechświat jest niewyczerpanym tworzywem literackim. W zjawiskach, wrażeniach, wyobrażeniach, pojęciach, uczuciach znajduje literatura swój materiał, czerpie go również z filozofii i nauki, a nawet z samej siebie. To ostatnie zjawisko zachodzi wtedy, gdy pisarz bierze postać stworzoną przez innego pisarza i przedstawia ją na nowo. Tak się dzieje od wieków z postaciami Biblii, Homera, tragików greckich, Dantego, Szekspira. […]Nad pisarzem unosi się chmura pyłków nasiennych, z których każdy może zakwitnąć. Gazeta, ulica, szyld, pole, żebrak pod kościołem, okładka książki, zapach apteki, wszystko, co przyniesie najzwyczajniejsza godzina dnia, kryje w sobie nieprzeczuwane bodźce. Chodzi on po mieście jak każdy z was, […] zatrzymując się przed wystawami, czyta afisze, wsiada do tramwaju czy taksówki. Jego spojrzenie przemyka po waszych twarzach i nic o tym nie wiedząc, możecie mu dać chwilę szczęścia, nieopłaconą zdobycz. Modny kapelusz obdarzy go metaforą, stary, zniszczony płaszcz okryje postać, która wzruszać będzie pokolenia, zasłyszany mimochodem strzęp rozmowy wrośnie w powstające dzieło. Czujny, niestrudzony korsarz porywa niespodziewające się niczego istoty ludzkie. Jak należny sobie łup zbiera ich fizjonomie, postawy, gesty, plądruje ich dusze, mieszkania, unosi nawet ich domy, całe ulice, miasta, kraje. […]Pisarz ma w sobie coś z kłusownika, z włamywacza, złodzieja. Porywa i kradnie. Są ludzie, którzy nie biorą żartem tej metafory. Anegdotyczna historia literatury roi się od procesów, pojedynków, awantur, wywołanych wtargnięciem pisarza w życie szanującychsię obywateli, którzy nie mogą się pogodzić z myślą, że ktoś bierze ich dom, stosunki rodzinne, charaktery, nałogi za surowiec dla dzieła sztuki. Kobiety odmawiały poetom prawa do wierszy, które natchnęła ich uroda, niejednej ciążyła własna nieśmiertelność, uważała ja niemal za kompromitację. […]Pamiętacie XI pieśń Odysei? Widzimy tam Odyseusza, jak siedzi nad wejściem do podziemia i czeka na duszę Teirezjasza, która ma przyjść, napić się świeżej krwi zabitego barana i pokrzepiona odzyskać mowę, by przepowiadać przyszłość. Tymczasem jednak cisnąsię zewsząd cienie umarłych, […] żądne bodaj chwili świadomości. Lecz Odyseusz niewzruszony odpędza tę mgłę ludzką, nawet własną matkę, w oczekiwaniu tej jedynej duszy, dla której przybył z metafora pisarza, osaczonego przez widma łaknące życia, kształtu, i on opiera się im zwycięsko, by dać pierwszeństwo wizji, wybranej spośród wielu sercem lub rozumem. Na inne przyjdzie może kolej, jeśli czasu starczy. Rzadko kiedy starczy czasu. Pisarz,rozstając się ze światem, żegna ze smutkiem te wszystkie głosy, kontury, twarze, postaci, którym nie zdołał dać życia, a których czar długo nawiedzał jego podstawie: Jan Parandowski, Tworzywo literackie, [w:] tenże, Alchemia słowa, Warszawa 1976. Na co zwrócić uwagę przy wypracowaniu na temat w tekście to tworzywa różnych Sztuka oparta na słowie jest najdoskonalszą formą sztuki, ma dużo środków wyrazuArgumenty (z tekstu): Twórcy podejmują w literaturze nieskończenie wiele tematów skupiających się na filozofii, nauce, emocjach, doświadczenia, życiu, całym świecie. Inspiracją dla jednych twórców są prace innych, co pozwala im na dodatkowe interpretacje, reinterpretacje, stosowanie kontekstów. Najczęściej podejmowaną tematyką przez twórców jest codzienność: życie, emocje, sytuacje - to pozwala im stosować metafory i odwołania do innych dzieł. Dramatem pisarza jest mnogość interpretacji i pomysłów, pomimo wybranego (własne): wskazanie szerokiej problematyki i wielości motywów w innych dziełach. Np: "Lalka", "Wesele" a także w wierszach Mirona Białoszewskiego, czy "Ikar" w poezji Ernesta Brylla i Zbigniewa Herberta. Temat 2. Dokonaj interpretacji porównawczej podanych tekstów. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 300 SchulzGenialna epokaZwykłe fakty uszeregowane są w czasie, nanizane na jego ciąg jak na nitkę. Tam mają […] swoje konsekwencje, które tłoczą się ciasno, następują sobie na pięty bez przerwy i bez luki. Ma to swoje znaczenie i dla narracji, której duszą jest ciągłość i jednak zrobić ze zdarzeniami, które nie mają swego własnego miejsca w czasie, ze zdarzeniami, które przyszły za późno, gdy już cały czas był rozdany, rozdzielony, rozebrany, i teraz zostały niejako na lodzie, nie zaszeregowane, zawieszone w powietrzu,bezdomne i błędne?Czyżby czas był za ciasny dla wszystkich zdarzeń! Czy może się zdarzyć, aby już wszystkie miejsca w czasie były wyprzedane? Zatroskani, biegniemy wzdłuż tego całego pociągu zdarzeń, przygotowując się już do jazdy. […]Czy czytelnik słyszał coś o równoległych pasmach czasu w czasie dwutorowym? Tak, istnieją takie boczne odnogi czasu, trochę nielegalne co prawda i problematyczne, ale gdy się wiezie taką kontrabandę jak my, takie nadliczbowe zdarzenie nie do zaszeregowania – nie można być zanadto wybrednym. Spróbujmy tedy odgałęzić w którymś punkcie historii taką boczną odnogę, ślepy tor, ażeby zapchnąć nań te nielegalne dzieje. Tylko bez obawy. Stanie się to niepostrzeżenie, czytelnik nie dozna żadnego wstrząsu. Kto wie – może, gdy o tym mówimy, już nieczysta manipulacja jest poza nami i jedziemy już ślepym Schulz, Genialna epoka, [w:] tenże, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą, Kraków–Wrocław KonwickiBohińA ja przedzieram się przez zaułki czasu, przez drętwotę wyobraźni, przez moją własną rzekę jakiegoś bólu i muszę się przedostać na tamten brzeg, do mojej babki, Heleny Konwickiej, starzejącej się powoli panny w smutnym czasie, w posępnej epoce, w beznadziejnej chwili beznamiętnej historii, co płynie jak powódź za nami, obok nas, przed nami. […]A może ścigam ją przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności. Dlaczego teraz, kiedy przeżyłem wszystkich moich bliskich, kiedy jestem najstarszy i kiedy nie mogę doczekać się mojej godziny, mojego terminu, dlaczego ścigamcień, widmo, marę młodej kobiety biegnącej przez banalną sierpniową łąkę ku banalnemu białemu dworowi, przy którym trzyma wartę modrzew zamieniający się powoli w złotą pochodnię. […]A po drodze zobaczyłem innych wędrowców, co tak jak ja wracają w głąb historii, w płytką niszę osiemnastego i dziewiętnastego wieku, żeby otruć się straszną prawdą albo znaleźć pełne ckliwości fałszywe pocieszenie. Ale ja nie szukam pocieszenia i nie potrzebna mi jest prawda, bo ja ją sam tworzę. Lepszą czy gorszą, mniej czy bardziej wiarygodną, ja ją sam układam z zapamiętań, z wyobraźni i z jakichś tęsknot oraz przeczuć, żeby zostawić za sobą i po sobie nagrobek, mały pomniczek z polnego kamienia, który rozsypie się w proch pewnej jesieni albo wiosny i zniknie na zawsze jak mogiła mego ojca, ale ja kuję ten kamień, rzezam w nim litery i znaki, przytykam usta i w tę martwotę usiłuję tchnąć ducha, co mógłby być nieśmiertelny, ale przecież jest śmiertelny, tylko śmiertelny. Gdzież jest moja babka, […] Helena Konwicka, która razem ze mną przeżyje swoją miłość i razem ze mną któregoś Konwicki, Bohiń, Warszawa interpretacyjna: Obaj autorzy podjęli problem czasu i jego subiektywny charakter dla według Brunona Schulza:zwykły, ciągły, obejmuje ciąg zdarzeń przyczynowo-skutkowych a także czas subiektywny, mierzony emocjami;czas równoległy: historia oficjalna i nieoficjalnaCzas według Tadeusza Konwickiego:wspomnienia czyli czas dobry kojarzony z babcią Heleną, czas zły czyli czas smutku i beznadziei; próby odnalezienia czasu przeszłego, zapanowania nad przemijaniem (powrót do młodości);wędrówki do przeszłości i próby zaznaczenia swojego miejsca na ziemiPoetyka: metaforyczność, refleksyjność, oryginalne i bogate słownictwo, narrator w pierwszej osobie liczby pojedynczej lub mnogiejKonteksty: „Panny z Wilka” Jarosława Iwaszkiewicza, „Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej, „Lalka” Bolesława Prusa Polecamy również: Matura 2016. Język polski - Były "Dziady", "Lalka" i wiersz Zbigniewa Herberta Treść zadania do realizacji, temat 2 Temat 2. Dokonaj interpretacji porównawczej podanych tekstów. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 300 słów. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Obraz cnoty Oto macie ideał człowieka, Podług waszych pojęć, moi drodzy. Uśmiechnięty. Nie klnie. Nie narzeka. I nikomu nie stoi już w drodze. Samolubstwa w nim nie odnajdziecie, Które z bólem stwierdzacie u bliźnich. Piędzi1 miejsca nie zajmie wam w świecie. Jeszcze ziemię wam sobą użyźni. Żony wasze już go dziś nie nęcą. Wół ni osioł ani żadna z rzeczy… Obojętny. Uroczysty nieco. I niczyim już głupstwom nie przeczy. Co miał – rozdał. Z wolą czy bez woli. Nawet zrzekł się swej powietrza części. Niech więc wieniec uznania okoli Ten ideał bez krwi i bez pięści. Bez pragnienia, bez buntu, bez siły, Bez przekory, namiętności, pychy! – Cnót obrazie, moralistom miły, Nie zwycięzco, a ustępco cichy! Takim widzieć chciałabyś każdego. Czujna cnoto, dewotko zgorszona! Bez zarzutu, dalekim od złego, I niech pachnie jak świeca zgaszona… Złóż błogiemu dygi i pokłony I oddreptaj, pokrzepiona skrycie, Pełna wzgardy dla nieuciszonych, Płomienistych, niebezpiecznych życiem! Grzechy ludzkie, żywe, gorączkowe, Pochwalone bądźcie tym wierszem! Żyjcie myślą, uczynkiem i słowem, Od krwi tęższe i od serca szersze! Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Wybór poezji, Wrocław 1998. Zbigniew Herbert “Pan Cogito o cnocie” 1 Nic dziwnego że nie jest oblubienicą prawdziwych mężczyzn generałów atletów władzy despotów przez wieki idzie za nimi ta płaczliwa stara panna w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia2 napomina wyciąga z lamusa portret Sokratesa krzyżyk ulepiony z chleba stare słowa – a wokół huczy wspaniałe życie rumiane jak rzeźnia o poranku prawie ją można pochować w srebrnej szkatułce niewinnych pamiątek jest coraz mniejsza jak włos w gardle jak brzęczenie w uchu 2 mój Boże żeby ona była trochę młodsza trochę ładniejsza szła z duchem czasu kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki może wówczas pokochaliby ją prawdziwi mężczyźni generałowie atleci władzy despoci żeby zadbała o siebie wyglądała po ludzku jak Liz Taylor albo Bogini Zwycięstwa ale od niej wionie zapach naftaliny sznuruje usta powtarza wielkie – Nie nieznośna w swoim uporze śmieszna jak strach na wróble jak sen anarchisty jak żywoty świętych Zbigniew Herbert, Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze, Wrocław 1992. Realizacja, 1141 wyrazów. Cnota jako idea bardzo często staje się głównym tematem utworów – nie tylko w dobie renesansu, kiedy to odwołania do filozofii antyku były jednymi z najczęstszych w literaturze. Jest to bowiem wartość znana człowiekowi z dawien dawna i w jakiś sposób towarzysząca mu niemalże bezustannie – najczęściej jako drogowskaz pokazujący odpowiedni kierunek. W takim znaczeniu pojawia się również jako temat wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz Zbigniewa Herberta. Obydwoje poeci proponują nam refleksję na temat cnoty jako pewnego wyobrażenia wartości i postaw, i aby tę postawę przybliżyć, ukazują ją w sposób spersonifikowany. W wierszach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jak i Zbigniewa Herberta cnota jawi się w postaci kobiety – choć z całą pewnością nie ukazanej w ten sam sposób. Obydwa wiersze różnią się bowiem ukazanymi w nich obrazami cnoty, zarówno rodzajem personifikacji, jak i refleksją poetów dotyczącą istoty wartości jaką jest cnota. W wierszu „Obraz cnoty” Maria Pawlikowska-Jasnorzewska skupia się na obrazie człowieka, który żyje cnotliwie, jednakże nie bez ironii. Choć podaje cechy bez wątpienia pozytywne, ich ilość oraz przesada w pewnych stwierdzeniach sprawia, że bohater liryczny staje się nierealny i wręcz w jakiś sposób nieszczery – zbyt idealny, by mógł zaistnieć i zostać przyjęty jako wzór. Poetka wskazuje przy tym w sposób niepozbawiony ironii, że oto obraz cnotliwego człowieka jest wyobrażeniem ludzi, do których kieruje swoje słowa. Wiersz rozpoczyna bowiem ironicznie zabarwiony zwrot do adresatów: „Oto macie ideał człowieka, / Podług waszych pojęć, moi drodzy.” Człowiek wyobrażony jako cnotliwy jest ewidentnie wykreowany na wzór ideału ascetów podawanego przez Kościół – chociaż z pewnością w sposób zhiperbolizowany, a wręcz prześmiewczy. Odwołuje się podmiot liryczny do dziesięciu przykazań, zapewniając odbiorcę, że ten człowiek idealny nigdy nie zapragnie niczego, co należy do kogoś innego. Równocześnie niejako wyśmiewa się z obrazu ubogiego chrześcijanina, który wszystko oddaje innym. Podmiot nie zgadza się, by uznawano go za ideał człowieka, który nie walczy, nie pragnie niczego, nie daje się unieść żadnym emocjom. Bo taki właśnie człowiek jest według podmiotu przegrany. Trudno się zatem dziwić, że podmiot określa cnotę mianem zgorszonej dewotki, która chciałaby każdego widzieć jako osobę bez zarzutu. Pozostaje w tym miejscu postawić pytanie – w jakim celu poetka dokonuje w ostatniej strofie pochwały grzechów? Sądzę, że to właśnie one mogą uczynić cnotę wartością realną. Cnota jest pewnego rodzaju męstwem, odwagą, wartościami dostępnymi każdemu człowiekowi, nie dewotką, która oczekuje ascetycznego wyrzeczenia się wszystkich radości tego świata. Zbigniew Herbert, podobnie do Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej również przedstawia cnotę w sposób spersonifikowany. Podobnie do autorki „Obrazu cnoty” kreuje jednak nie swoje wyobrażenie cnoty, tylko takie, które mają „prawdziwi mężczyźni, generałowie, atleci władzy i despoci”. Tak postrzeganą cnotę poeta opisuje jako kobietę – ale nie piękną; określa ją mianem starej panny. Tej, która nie pociąga mężczyzn, ani w ogóle nikogo, w tej wręcz brzydkiej i starej, trzymającej się starych zasad i wartości, które dla współczesnego człowieka mogą już nie mieć takiej wartości. Cnota ukazana przez Herberta właściwie nie ma w sobie niczego pięknego, ale paradoksalnie oczywistym jest, że sam podmiot, którym w wierszu jest Pan Cogito, człowiek myślący i mądry, żywi do niej bardzo pozytywne uczucia – zupełnie przeciwstawne do tych obecnych w wierszu Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W „Panu Cogito o cnocie” to przywiązanie do przeszłości i jej wartości, które symbolizuje postać Sokratesa, krzyżyk, a także słowa – a więc wielkie dzieła zapisane i historie podawane ustnie – są dla podmiotu czymś ważnym. Stanowią wartości niewzruszone, które pozwalają się przeciwstawić złu, przemocy, tyranii władzy. Herbert moralista pisał o tym nie raz w swoich wierszach, wystarczy w tym miejscu odwołać się do „Przesłania Pana Cogito” i wyrażonej tam pochwały dla „postawy wyprostowane”. Cnota która mówi wielkie NIE jest powtórzeniem wezwania „Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach”. Ona nie ulega oczekiwaniom despotów i atletów władzy, nawet za cenę wyrzucenia ją przez nich na śmietnik. Despoci boją się cnoty, bo przeszkadza im w realizacji niegodziwych planów. W obu wierszach cnota zestawiona jest z perspektywą życia pełnego radości, namiętności, jednakże podmioty mówiące zupełnie inaczej się do tego ustosunkowują – w „Obrazie cnoty” to właśnie życie obfite w zabawy ma największy sens, jest dla cnoty wyzwaniem, prowokuje mężne zachowanie wartości, zaś postawa ascetyczna zostaje wyśmiana. U Herberta natomiast to właśnie cnota, choć powoli chowana wśród staroci, powinna się ostać jako ta, która wskazuje odpowiedni sposób życia. Zaś to życie uwielbiane prze Pawlikowską jest obrazem kuszącym, pięknym – ale na dłuższą metę nie dającym nic z wartości wyższych. Co więcej, podmiot u Herberta mówi o patrzeniu na tę starą pannę w sposób typowo męski – z pewną przekorą mówi, że mogłaby być piękniejsza, bardziej pociągająca, młodsza. Gdyby była ideałem kobiety – zamiast być tylko piękną w środku – zadbała o swój wygląd zewnętrzny, może prawdziwi mężczyźni by ją pokochali. Może. Tę istotną wątpliwość podmiot wyraża w formie trybu przypuszczającego czasownika „może […] pokochaliby ją”. Podmiot z wiersza Herberta mówi w tym miejscu z nieskrywaną ironią, używając przy tym retorycznego zwrotu „mój Boże”, którym ośmiesza „prawdziwych mężczyzn”. Podmiot mówiący w „Obrazie cnoty” przyjmuje zdecydowanie kobiecy punkt widzenia, jest wręcz ofensywny w zwrotach do cnoty, wydaje się w pewnym sensie rywalizować z nią o racje. Wykrzyknienia, niedopowiedzenia stosowane naprzemiennie nadają tej wypowiedzi emocjonalności i ekspresywności. Podmiot zwraca się do tego wypaczonego obrazu cnoty z pogardą, ewidentnie patrzy na nią z góry, a nawet nie traktuje jej poważnie. I sama ostatnia strofa – zaskakujące zakończenie charakterystyczne dla Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – jest największą zniewagą dla tej wypaczonej, odartej z dawnych wartości idei. Podmiot bowiem zwraca się do samych grzechów, będących według poetki prawdziwym wyzwaniem, jakie niesie ze sobą życie, oznaką ludzkich słabości, z którymi prawdziwa cnota musi się zmierzyć, aby pozostała prawdziwa. Zupełnie inaczej kończy swój wywód monologista z „Pana Cogito o cnocie” – cnota przez niego przedstawiana jest wprawdzie podobna zewnętrznie do tej z „Obrazu cnoty”, jednak stosunek podmiotu do niej nie jest pejoratywny. Dlaczego? Bo to dla „prawdziwych mężczyzn, generałów, atletów władzy i despotów” jest niewygodna. W takim ujęciu wiersz nabiera zupełnie innego znaczenia. Cnota opisywana jest tu pozornie negatywnymi określeniami, ale w sposób pieszczotliwy – zdaje się, że podmiot opowiada o niej jak o ukochanej kobiecie: upartej, ale jednak wspaniałej. Jest on zresztą w swoim monologu bardzo spokojny i konsekwentny – w przeciwieństwie do emocjonalnego podmiotu wykreowanego przez Pawlikowską, nie unosi się emocjami, tym bardziej nie negatywnymi. Nie stosuje żadnych wykrzyknień, raczej powtórzenia, które nadają wierszowi pewnej płynności i spokoju. W takim ujęciu poetycka wypowiedź Herberta przypomina raczej refleksję innego znamienitego poety, Jana Kochanowskiego, u którego tematyka cnoty była obecna już w epoce renesansu. Nie raz odwoływał się on do cnoty jako wartości najwyższej, zgodnie z filozofią stoicką. W swoich pieśniach i fraszkach jednoznacznie stwierdzał, że cnota jest ideą, według której należy żyć, co bardzo przypomina pogląd prezentowany w wierszu Herberta. Choć w obu utworach cnota ukazana jest w sposób upersonifikowany, jako kobieta (dewotka u Pawlikowskiej, stara panna u Herberta) Pawlikowska odnosi się do niej pogardliwe a Herbert pieszczotliwie. Oboje poeci ewidentnie wskazują natomiast, że nawet jeśli dla niektórych ludzi cnota jest przeżytkiem, nie spełnia ich oczekiwań, albo mają o niej mylne wyobrażenie, to jednak cnota jest wartością i zawsze pozostaje ważną ideą. KOMENTARZ CKE Autor przedstawionej interpretacji skoncentrował się na zagadnieniach związanych z rozumieniem cnoty jako idei, która towarzyszy ludziom już od czasów starożytnych. Wprawdzie nie wskazał, w jaki sposób ta idea była w starożytności definiowana i jak pojęcie cnoty kształtowało się przez wieki, ale z wywodu wynika właściwe jej rozumienie. Piszący konsekwentnie realizuje zamysł kompozycyjny. W sposób ciekawy, uwzględniający analityczne obserwacje poczynione w lekturze obu wierszy, uzasadnia przyjętą tezę interpretacyjną, w której wskazał podstawowe podobieństwo – upostaciowienie cnoty w obu wierszach oraz pojmowanie jej jako wartości trwałej i niezmiennej. Przedstawił także różnice w sposobach personifikowania przez oboje poetów cnoty oraz w refleksji poetyckiej temu towarzyszącej. Piszący podkreśla przy tym rolę ironii w kreacji obrazu cnoty i co najistotniejsze, dostrzega dzielące wiersze różnice na różnych poziomach wypowiedzi. Źródło: CKE Matura 2018 rozprawka interpretacja porównawcza Matura 2017 rozprawka interpretacja porównawcza Matura 2016 rozprawka interpretacja porównawcza Temat 1. Określ, jaki problem podejmuje Jan Błoński w podanym tekście. Zajmij stanowisko wobec rozwiązania przyjętego przez autora, odwołując się do tego tekstu oraz innych tekstów kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 300 wyrazów. Jan BłońskiDramat i przestrzeń Przez „przestrzeń” rozumiem przestrzeń dramatu, nie przestrzeń teatralną lub nawet – sceniczną. Jak wszystkie przedstawione przestrzenie literatury pozostaje ona, przynajmniej w zasadzie, tożsama. Można zagrać Dziady na pudełkowej scenie, można w teatralnym foyer1 , można także na publicznym placu albo zgoła w lesie. Różne będą wówczas przestrzenie widowiska. Ale dana nam do widzenia, zdatna do unaocznienia będzie ta sama litewska kaplica: przestrzeń dramatyczna pozostanie niezmieniona. Ale też – jakże ona niedookreślona! Na pewno bardziej niż przestrzeń epiki. Przywołana kilkoma zaledwie słowami didaskaliów, lekko zarysowana działaniami postaci... Cóż jednak w tej dramatycznej przestrzeni swoistego? […] Jest to […] przestrzeń dla świadka (słowo świadek może objąć zarówno widza, jak czytelnika): przeznaczona do jednorazowego zobaczenia i całościowego ogarnięcia. Ale zarazem tak pomyślana, aby ów świadek pojmował to, co „naoczne”, jako cząstkę uniwersum nieporównanie bardziej pojemnego. Krzyk Rollisona dobiega z ulicy; Cześnik wypada z zamkowych pokojów; pojawienie się Kirkora2 zakłada istnienie całego państwa. Można to rozumienie dramatycznej przestrzeni wyrazić bardzo rozmaicie. Przestrzeń sceniczną określa O. Zich3 jako miejsce spotkania działań postaci, działań, które mogły zostać zapoczątkowane gdzie indziej. W mikrokosmosie sceny dostrzega E. Souriau4 zwierciadło makrokosmosu świata. […] Zapewne wszyscy – uzupełniając się wzajemnie – formułują podobne spostrzeżenia. Może najogólniej wyraził się Ingarden5 , mówiąc o przestrzeni „współprzedstawionej”? Czy tylko przez dramat? Na pewno nie, podobnie bywa w epice i liryce nawet. Ale w dramacie stosunek przedstawionego i współprzedstawionego nabiera szczególnej wymowy i znaczenia. Objawia się bowiem jako przeciwstawienie przestrzeni możliwej do zobaczenia i żądającej „domyślenia”. Pierwsza została już zorientowana względem idealnego świadka. Drugą pozostawiono mu – w przeważnej mierze – do swobodnego zagospodarowania. Tam, gdzie granicę obu przestrzeni wyznaczają dekoracje i kulisy, czyli w teatrze, opozycja nabiera oczywiście większej jeszcze ostrości i naoczności. Czy relacja mikro- i makrokosmosu nie byłaby zatem bardziej fundamentalna niż rozmaite opozycje kierunkowe, np. góry i dołu, bliskości i głębi? Myślę, że tak, ponieważ wiąże się wyraźniej z budową akcji, przynależnością gatunkową i odmianami naśladownictwa. Można to zapewne wyrazić prostym pytaniem: czy w przestrzeni przedstawionej obowiązują te same prawa co we współprzedstawionej? Czy skupia ona i reprezentuje to wszystko, co dzieje się „gdzie indziej”, czy też nie? Jeżeli tak, to na jakiej zasadzie? A jeśli nie, to dlaczego? Przypomnę także, że w przeszłości stosunek wewnętrznego i zewnętrznego – szczególnie silnie skonwencjonalizowany – nie budził zwykle wątpliwości. Jakie jest miejsce tragedii? Agora6 , plac przed pałacem władcy7 , a zatem przestrzeń, gdzie oddaje się cześć bogom i załatwia sprawy publiczne. Było to tak oczywiste, że obywano się bez jakichkolwiek didaskaliów. […] Ale jeszcze widownia roku, powiedzmy, 1860 rozumiała przestrzeń dramatyczną z niewiele mniejszą dokładnością. Zobaczenie salonu implikowało niejako dramat (czy komedię) rodzinny, ponieważ salon jest miejscem, gdzie mieszczańska minispołeczność gromadzi się w całości i przyjmuje gości – czy intruzów – z zewnątrz. […] Umowa dotycząca przestrzeni była tak dobrze znana obu stronom – twórcom i odbiorcom – że dość było wpisać kilka danych w gotowy formularz: powiedzieć na przykład, że salon czy bawialnia są „zaniedbane”, „w złym guście”, „wykwintne”, aby publiczność pojęła, że źle idą rodzinne interesy, że patrzy na nowobogackich itp. Słowem, stosunki przestrzenne odsłaniają – przynajmniej pośrednio – rozumienie prawdy o świecie, którą przynosi dzieło dramatyczne. Na podstawie: Jan Błoński, Dramat i przestrzeń, [w:] Problemy teorii literatury, seria 3., wybór prac Henryk Markiewicz, Wrocław 1988. 1 Foyer (z franc.) – sala lub korytarz przy widowni teatralnej, sali koncertowej, posiedzeniowej itp., gdzie gromadzi się publiczność podczas Kirkor – bohater dramatu Balladyna Juliusza Otakar Zich – czeski kompozytor i Etienne Souriau – francuski filozof znany z prac w dziedzinie Roman Witold Ingarden – polski filozof i Agora – rynek w miastach greckich, będący ośrodkiem życia politycznego, religijnego, czasem Plac przed pałacem władcy – w starożytnej tragedii greckiej miejsce rozgrywających się 2. Dokonaj interpretacji porównawczej podanych utworów. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 300 Kamil BaczyńskiLabiryntOstatnia jaskółka – pożegnanie urwane z sam w mieście otoczony przez ulic pochlebnie nawisłychodrywam za krokiem bulwarze unoszonym przez oparliście – ciszy zielony ulicami naraz świat się mnie – rodzinne, wrogie znam twej fotografiiodklejanej o świcie z gwiazd kolorowy afiszw ścianachz krwi i pamiętam dzisiejszego świtu,tak mnie noc, dzień szeregiem ulic zamurowany dworzec – umiem ulic na pamięć,tylekroć powtarzanych, nie znam zwykłych przysiadł na chmurze księżycem,księżycem upływa nieostrożny postój. Za uliczką przedmieść czekanarożny sarkofag,o który roztrzaskam Kamil Baczyński, Labirynt, [w:] tegoż, Utwory zebrane, Kraków SzymborskaLabirynt– a teraz kilka krokówod ściany do ściany,tymi schodkami w górę,czy tamtymi w dół,a potem trochę w lewo,jeżeli nie w prawo,od muru w głębi murudo siódmego progu,skądkolwiek, dokądkolwiekaż do skrzyżowania,gdzie się zbiegają,żeby się rozbiegnąćtwoje nadzieje, pomyłki, porażki,próby, zamiary i nowe za drogą,ale bez tylko to,co masz przed sobą,a tam, jak na pociechę,zakręt za zakrętem,zdumienie za zdumieniem,za widokiem wybieraćgdzie być albo nie być,przeskoczyć, zboczyćbyle nie tędy albo tędy,chyba że tamtędy,na wyczucie, przeczucie,na rozum, na przełaj,na chybił trafił,na splątane któreś z rzędu rzędykorytarzy, bram,prędko, bo w czasieniewiele masz czasu,z miejsca na miejscedo wielu jeszcze otwartych,gdzie ciemność i rozterkaale prześwit, zachwyt,gdzie radość, choć nieradośćnieomal opodal,a gdzie indziej, gdzieniegdzie,ówdzie i gdzie bądźszczęście w nieszczęściujak w nawiasie nawias,i zgoda na to wszystkoi raptem urwisko,urwisko, ale mostek,mostek, ale chwiejny,chwiejny, ale jedyny,bo drugiego nie stąd musi być wyjście,to więcej niż nie ty go szukasz,to ono cię szuka,to ono od początkuw pogoni za tobą,a ten labiryntto nic innego jak tylko,jak tylko twoja, dopóki się da,twoja, dopóki twoja,ucieczka, ucieczka –[Z tomu Dwukropek, 2005]Wisława Szymborska, Labirynt, [w:] tejże, Wybór poezji, Wrocław 2020. WYPRACOWANIEna temat nr …………........................................................................... Dokonaj interpretacji porównawczej podanych utworów. „Ludzie bezdomni” S. Żeromski i „Pan” B. Schulz. Min. 300 słów

dokonaj interpretacji porównawczej podanych utworów